Tak zwany Nessie wynurzał się ze szkockich jezior zawsze w sezonie ogórkowym i dostarczał pożywki do urlopowych sporów. Ktoś twierdził, że potwór jest plezjozaurem, ktoś inny, że raczej przerośniętą foką, ktoś jeszcze inny – że węgorzem lub jesiotrem. Wszystkim zaostrzało to apetyt na rybkę z rusztu i godziło zwaśnione frakcje na resztę turnusu.
Kiedy Nessie dokonał żywota, tego dokładnie nie wiadomo, lecz jego absencja jest zauważalna: choć owocują ogórki, z sieci wyskoczył w tym roku nie węgorz i nie jesiotr, ale profesor Jerzy Bralczyk. Inaczej niż Nessie profesor nie tylko ukazał się, ale i przemówił, wywołując w soszialach burzę, przy której szkwał na Loch Ness to nawiew z kiepskiego klimatyzatora.
Casus belli dostarczyła internautom opinia Bralczyka, zgodnie z którą, gdybym chciała się jej trzymać, nie powinnam mówić, że Nessie dokonał żywota, ponieważ zwierzęta wyłącznie zdychają. Dokonać żywota albo umrzeć wedle profesora mogę ja. Przywilej ten przysługuje mi jako koronie stworzenia i nie podlega scedowaniu na potwora z Loch Ness.