Miniony tydzień spędziłem, obsesyjnie śledząc doniesienia z frontu. Śledzę je tak naprawdę non stop, ale rzadko bywa, żeby w jeden weekend sytuacja tak radykalnie się zmieniła.
Wojna w Ukrainie jest dla mnie nieustającym wyrzutem publicystycznego sumienia, bo z jednej strony po prostu nie ma teraz ważniejszego tematu. Przyszłość Polski, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, demokracji, przyszłych granic – to wszystko teraz jest w rękach ukraińskich żołnierzy. Z drugiej strony dziennikarzom nie wolno przynudzać, a felietonistom nawet tym bardziej. Od miesięcy zaś wiadomości są stabilnie złe, ale nie aż tak złe, żeby przyciągnąć uwagę czytelników – Rosjanie posuwają się w tempie kilkuset metrów na tydzień, zajmując, a to ruiny jakiegoś kołchozu, a to jakiejś cegielni.
Polityka
35.2024
(3478) z dnia 20.08.2024;
Felietony;
s. 91