Słowo na „ż” nadal drży i brzydzi, jak „dżdży” i „dżdżownica”. Ale od czego dobry stary „syjonista”? Mój ojciec wyleciał z uniwersytetu za syjonizm, bo w 1968 r. też już nie było „antysemityzmu”. Ależ skąd!
Niby jestem przyzwyczajony. Jeszcze 20 lat temu cała Polska była zabazgrana powieszonymi na szubienicy gwiazdami Dawida i zaleceniami, co należy zrobić z Żydami. Jednakże akcje zamalowywania antysemickich napisów zrobiły swoje. A może jeszcze więcej internet, gdzie tysiące rasistowskich trolli codziennie bez ryzyka i wysiłku wyżywają się pod każdym artykułem o Żydach lub choćby przez Żyda napisanym. Niby jestem przyzwyczajony. Jednak gdy zobaczyłem pośród wiszących tygodniami na płocie mojego wieloletniego miejsca pracy – Collegium Broscianum UJ, przy ul. Grodzkiej – transparentów wyrażających treści żywcem z mediów arabskich czy irańskich, karton z napisem „Żydzi do gazu”, to poczułem rozpacz. Jednak nic się nie zmieniło.
Polityka
46.2024
(3489) z dnia 05.11.2024;
Felietony;
s. 88