Myślę o tych polskich i niemieckich owcach i trudno mi uciec przed politykowaniem. Co to za zgniły Zachód, który już naprawdę nie ma co wymyślać? – słyszę dyskurs konserwatywny. Co to za kreatywny pomysł, jaki postępowy! – słyszę dyskurs liberalny.
Spędziłam ostatnio trochę czasu na Podhalu, nagrywając dokument o przejawach lokalności, w szczególności związanych z ubiorem. Nie byłby on tym samym bez głównego surowca tekstylnego Tatr, czyli wełny, choć z perspektywy Krupówek wydaje się, że góralskie stroje regionalne powstają z poliestru w Chinach. W bacówce pod Zakopanem operatorzy filmowali malownicze owce na zboczach. Och, jakie piękne te nasze Tatry! Ale czy nasz zachwyt przekłada się na wiedzę o realnych problemach regionu? Najczęściej kończy się na krupówkowym erzacu, czyli na tanich imitacjach kierpców czy chust made in Asia, na konsumpcji pseudooscypków w dowolnie wybranym miejscu w Polsce czy kwaśnicy z tzw. góralskiej chaty przy stacji benzynowej.
Polityka
48.2024
(3491) z dnia 19.11.2024;
Felietony;
s. 96