Moja żona odmawia współpracy przy kompletowaniu ekwipunku. Uważa chyba, że ulegam panice. Nie mogę się z nią zgodzić. To, co robię, jest konstruktywnym zagospodarowywaniem strachu.
W wolnych chwilach znowu kompletuję plecak ewakuacyjny. Robiłam to już w 2022 r. po inwazji Rosji na Ukrainę. Szok wywołany pełnoskalową agresją mącił wtedy w głowie i żyło się jak we śnie, więc i mój ówczesny prepping był mocno chaotyczny. Pozostał mi z tamtego czasu plecak na dwa koty (przydaje się, kiedy trzeba jechać do weterynarza), a także powerbank, świeczki i zapałki, które w szafce kuchennej czekają na blackout. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Wojna toczy się obok nas już trzeci rok i choć jest coraz groźniejsza, to efekt zaskoczenia minął. Dzięki temu można działać racjonalnie.
Polityka
50.2024
(3493) z dnia 03.12.2024;
Felietony;
s. 96