Nastał czas trudnej zwyczajności, która nie rodzi legend. I zwyczajny jest dziś Kraków, i zwyczajna Warszawa. Odjechała w siną dal zaczarowana dorożka. Nie przenieśli nam stolicy do Krakowa i nie ma Miłosza.
Jako człowiek trójkąta, jeżdżący jak wariat między Warszawą (życie), Krakowem (praca) i Wrocławiem (mama), z wielkim zapałem zapoznałem się z barokowym dziełem „Krakówek i Warszawka. Między niechęcią a miłością” znakomitego dziennikarza i pisarza Witolda Beresia, w którym to z niemałą pomocą zacnych przyjaciół na wszystkie strony rozważa jawne i tajne związki dwóch nadwiślańskich miast, dziś tak cudownie połączonych niebieską strzałą, co godzinę mknącą ze stolicy dawnej do nowej bądź z powrotem. Kilka jest takich międzymiastowych nieślubnych związków. Ma je Warszawa z Łodzią i Gdańskiem, ma je Kraków z Katowicami, ale ten „krakszawski” jest najważniejszy i najtrwalszy.
Polityka
50.2024
(3493) z dnia 03.12.2024;
Felietony;
s. 99