Czasy idealistycznej młodości spędziłem, chodząc na różne lewicowe demonstracje.
Broniliśmy prawa do aborcji, prawa do strajku, prawa do świeckiej szkoły i świeckich urzędów bez krzyża na ścianie. Przegraliśmy dosłownie w każdej kwestii. Została mi po tym gorycz, która do dzisiaj sprawia, że niechętnie się angażuję w polityczną działalność. PiS musiał mnie naprawdę bardzo wkurzyć, żeby mnie wyciągnąć na ulicę. Nawiasem mówiąc, parę razy im się to jednak udało. Byłem na tych największych demonstracjach, kiedy na Nowym Świecie był taki ścisk, że nie dało się zrobić kroku (pozdrawiam wszystkich współściśniętych).
Polityka
51.2024
(3494) z dnia 10.12.2024;
Felietony;
s. 98