Rząd koalicji 15 października nie miał swoich „100 dni spokoju”. Sprzątanie po ośmiu latach władzy PiS, audyty ministerstw i państwowych spółek, powoływanie komisji śledczych... A równolegle szykowanie się do dalszego ciągu wyborczego maratonu. Wszak na horyzoncie były wybory samorządowe, a niedługo potem do Parlamentu Europejskiego. Demokratycznej większości zależało, aby na entuzjazmie swoich wyborców wejść w kolejne kampanie, bo naprawa państwa to system naczyń połączonych: powodzenie uzależnione jest od szeregu czynników, a przede wszystkim – wyników. Efekt? Kwietniowe wybory samorządowe na poziomie sejmików przyniosły zbliżone wyniki do rozstrzygnięć z października 2023 r.: wygrał PiS, zdobywając 34,3 proc. głosów, na drugim miejscu była formacja Donalda Tuska – 30,6 proc., trzecia była, nomen omen, Trzecia Droga – 14,2 proc. Choć w odróżnieniu od wyborów parlamentarnych frekwencja była już nie rekordowa, ale zwyczajowa: 51,9 proc. w I turze, 44 proc. w II.