Król koloru
Chagall: król koloru. Kochamy jego talent, ale też życiorys. Nigdy nie osiadł na laurach
Za co lubimy Chagalla? Na pewno za jego życiorys. Sympatię budzi fakt, że już jako dziecko wiedział, że chce zostać malarzem. I mimo że warunki społeczne (ojciec – tragarz ryb, matka – szwaczka, wielodzietna rodzina, rygorystyczne wobec Żydów prawa cesarstwa rosyjskiego) na artystyczną karierę dawały mu raczej niewielkie szanse, dopiął swego. Żył długo, bo blisko sto lat. Do tego w ruchu. Najpierw rodzinny Witebsk, później Petersburg, Paryż, Moskwa, znowu Paryż, ucieczka w ostatniej chwili (1941 r.) do Nowego Jorku, powrót do Francji, tym razem w okolice Saint-Paul-de-Vence.
Lubimy i podziwiamy Chagalla także za jego pracowitość, która nigdy nie pozwoliła mu osiąść na laurach. Wiedeńską wystawę otwiera obraz „Dom w parku”, modernistyczny z ducha, ale dość konwencjonalny pejzaż z 1908 r. Zamyka zaś „Święta Rodzina” z 1980 r. To 72 lata udokumentowanej drogi twórczej, tak intensywnej, że dziś kuratorzy nie mają przynajmniej bólu głowy, czym zapełnić wystawy mu poświęcone.