Jacek Jaworek, ścigany od trzech lat przez policje 196 krajów, odnalazł się blisko domu. Dziś z policji śmieją się internauci: aż musiał Jaworek dać im się złapać, bo oni by go nigdy nie chwycili.
Morderca wieloofiarowy, mówią o nim w mediach teraz, kiedy można już zamykać tę krwawą historię za pomocą definicji i analiz psychologicznych. W piątek 19 lipca 2024 r. o 6 rano, we wsi Dąbrowa Zielona niedaleko Częstochowy, porządkowy opróżniający kosze na śmieci i koszący trawę, znalazł martwego mężczyznę pod altaną piknikową. Porządkowy, młody chłopak, zamknął się w sobie, gdy to zobaczył: siwy, zwaliste ciało, w szarych dresach i klapkach, we krwi, twarzą w dół, a obok pistolet.
Na słupie wisiała gminna kamera monitoringu, która widziała dokładnie ten punkt wsi, bo młodzi tam przesiadywali nocami, grillowali i pili do muzyki z komórek. Bywało, że proszono nagranych, żeby wrócili do altany i posprzątali swoje śmieci. Dobra kamera wysokiej rozdzielczości.
• • •
W sobotnią noc 10 lipca 2021 r. Jaworek wymordował własny dom rodzinny pośrodku wsi Borowce, 5 km od Dąbrowy Zielonej. Zastrzelił Janusza – brata, Justynę – bratową i Kubę – bratanka. Poszedł na piętro zabić też Gianniego – drugiego bratanka, ale mały usłyszał raptowną ciszę zapadłą po kłótni dorosłych. Stryjek z pistoletem w ręce stanął oko w oko z włączonym komputerem, pokręcił się po pustym pokoju, poszedł. Chłopak wymknął się z szafy, skoczył przez okno. Po drugiej stronie łączy siedziała dziewczynka, z którą Gianni wcześniej grał online. Wszystko słyszała.
Gianni uciekł do sąsiadów, morderca do lasu. Przez następne trzy lata nikt o Jaworku nie słyszał. Szukała go policja, straż, goprowcy, psy i drony – nic. A im dłużej go nie było, tym bardziej się legendaryzował. Borowce i Dąbrowa mówiły: wróci zabijać. Albo: patrzcie w górę, wisi gdzieś na drzewie. Albo: uciekł za granicę. A także: sam się zastrzelił, nie idzie żyć z takim ciężkim sumieniem.
Polityka
32.2024
(3475) z dnia 30.07.2024;
Społeczeństwo;
s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Rocznica Jaworków"