Żołnierze kradną pralki, dowódcy ich pobory, a oligarchowie wszystko. Żeby to się nie zawaliło, Putin musi dotrzeć do Kijowa, bo dopiero tam będzie co grabić. A potem, no cóż, rozejrzy się za kolejnym celem.
W dzisiejszych czasach trudno się powstrzymywać przed historycznymi porównaniami. Są oczywiście mylące: historia jest pełna przykładów katastrofalnie błędnych decyzji podejmowanych przez tych, którzy oczekiwali, że następna wojna będzie podobna do poprzedniej. Z drugiej strony jednak nawet tezę o mylności historycznych analogii wysnułem właśnie za pomocą historycznej analogii. Bo co innego nam zostaje?
Zrobiwszy ten asekurancki wstęp, podzielę się z państwem kolejną analogią, która chodzi mi ostatnio po głowie. Dużo się mówi o pokoju w Ukrainie. Prezydent Trump obiecywał w kampanii, że zaprowadzi go „w jeden dzień”, proponując Putinowi jakiś nieokreślony „deal”.
Polityka
49.2024
(3492) z dnia 26.11.2024;
Felietony;
s. 105