Teatr to niebezpieczne miejsce
Tim Robbins dla „Polityki”: Teatr to niebezpieczne miejsce. Można kogoś urazić, ale to nic złego
JAKUB DEMIAŃCZUK: – Jest pan związany z teatrem od ponad 50 lat. Czy wychodząc na scenę, wciąż ma pan tremę?
TIM ROBBINS: – Oczywiście. Ludzie, którzy nie odczuwają tremy przed publicznością, mają zbyt wiele pewności siebie.
To chyba pożądana cecha u aktorów?
Nie w nadmiarze. Ten, kto jest zbyt pewny siebie – i nie dotyczy to wyłącznie ludzi teatru – zaczyna się uważać za eksperta w danej dziedzinie. A wtedy każdy projekt łatwo może wziąć w łeb. Jak widzę kogoś, kto mówi o sobie, że jest ekspertem, myślę, że pora pójść w drugą stronę. Szczególnie w sztuce pokora to esencja działania. Peter Brook mówił dużo o tym, jak istotna jest niewiedza. Wchodzisz na scenę z poczuciem, że coś odkryjesz. Znasz swoje kwestie, wiesz, jak masz się poruszać. Ale to wiesz ty, aktor, a nie postać, którą grasz. Musisz pamiętać o tym, że twój bohater nie wie, co się wydarzy, nie wie, co powie za kilka czy kilkanaście minut. Może sobie to co najwyżej wyobrażać. To jak w tym starym dowcipie o tym, jak rozśmieszyć Boga: powiedzieć mu, co będziesz robić jutro.