Jest tylko jedna rzecz bardziej kłopotliwa od neologizmów w języku polskim: neologizmy w językach obcych. Pojawiło się ostatnio kilka takich, które spędzą sen z oczu największym językowym sigmom. Weźmy enshittification – słowo roku według australijskiego Macquarie Dictionary. Tygodnik „Time” zdefiniował je jako świadome działanie komercyjnej platformy internetowej, której funkcjonalność ulega degradacji (rdzeń tego wyrazu – shit – jasno naprowadza na coś niedobrego), bo gdy już zbierze odpowiednią liczbę użytkowników, zaniedbuje usługi, maksymalizując zysk – kosztem klientów. Skomplikowane, ale do niedawna można to było zobrazować jednym słowem: Twitter. Po dalszej degradacji da się już tylko jedną literą: X. Słowo to dwa lata temu zaproponował kanadyjski pisarz Cory Doctorow, a polski czytelnik – szczególnie ten bardziej odporny na brzydkie wyrazy – może znać niezły rodzimy odpowiednik tego procesu: „gównowacenie”.