Społeczeństwo

Czekanie na zabijanie

Policjanci czekali, aż ktoś zostanie zabity. Długo nie musieli. Nawet sędzia nie zdzierżył

11 minut czytania
Dodaj do schowka
Usuń ze schowka
Wyślij emailem
Parametry czytania
Drukuj
„Gdyby nie doszło do zaniechań ze strony policjantów z komisariatu policji w Górze Kalwarii, to z dużym prawdopodobieństwem nie byłoby zabójstwa Marka G.”. 2 „Gdyby nie doszło do zaniechań ze strony policjantów z komisariatu policji w Górze Kalwarii, to z dużym prawdopodobieństwem nie byłoby zabójstwa Marka G.”. Marcin Bondarowicz / Polityka
Policjanci zobaczyli człowieka z ranami od noża. Nie zrobili z tym nic. Czekali, aż ktoś zostanie w końcu zabity. Długo nie musieli czekać. Nawet sędzia tego nie zdzierżył. „Ta sprawa jest bulwersująca” – podsumował.

Pierwszą ofiarą, o której oficjalnie wiadomo, był 34-latek Marek D. z Góry Kalwarii, niewielkiego miasta blisko Warszawy. 5 października 2023 r. szedł w stronę opuszczonej jednostki wojskowej. To dość odludne miejsce. Usłyszał, że ktoś za nim idzie. – Odwróciłem się raz, drugi, miał kaptur nasunięty na oczy. Ja go z widzenia znałem, bo kiedyś z jego mamą pracowałem – mówi Marek.

To był 33-letni Wojciech D. Jedenaście wyroków na koncie. Zaczął w wieku 18 lat od kradzieży rozbójniczej, karany następnie za udział w bójce, znieważenie policjanta, posiadanie narkotyków, kradzieże, włamania, paserstwo, grożenie śmiercią współpodejrzanemu, do tego dwa wyroki za niepłacenie alimentów. Gdy miał 23 lata, został skazany za rozbój – skatowali z bratem człowieka. Wyszedł na wolność po ośmiu latach – w lipcu 2022 r.

– Idzie, to idzie, ja sobie szedłem dalej – opowiada Marek. Wszedł do opuszczonego budynku. – I on wszedł za mną. Dostałem trzy kopy w brzuch, o ścianę się odbiłem i wtedy on nóż wyciągnął. I zaczął mnie dźgać. Nie wiem, czy go ktoś wypłoszył, bo zaraz zniknął.

– Było mu obojętne, czy ten człowiek umrze, czy przeżyje. Zostawił go na śmierć – powie potem sędzia Piotr Gąciarek z Sądu Okręgowego w Warszawie.

Marek po chwili ruszył do domu, nie miał daleko, ale przyznaje, że musiał przysiąść na ławce. Jak tylko wszedł do mieszkania, powiedział: „Mamo, D. mnie dźgnął”. – Ja w pierwszej chwili byłam zszokowana. Zdjął kurtkę, a tam wszędzie krew – opowiada w emocjach mama Marka, szczupła, drobna kobieta. Po chwili usłyszała: „Mamo, słabo mi się robi, strasznie mi nogi drętwieją”.

Siostra Marka zadzwoniła pod 112, powiedziała, że brat został dźgnięty nożem.

Polityka 49.2024 (3492) z dnia 26.11.2024; Społeczeństwo; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Czekanie na zabijanie"

Oferta powitalna

4 zł za tydzień
przez miesiąc rok

Płatność 16 zł co 4 tygodnie przez pierwszy rok.
Później 24 zł co 4 tygodnie.

Kup dostęp
Rezygnujesz, kiedy chcesz
Oferta dla nowych subskrybentów
Zobacz inne oferty
Reklama