Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Mieszkańcy Biedańska

Mieszkańcy Biedańska: system ubogich seniorów nie widzi. Bieda w Polsce ma twarz kobiety

2023 r. był rekordowo zły: liczba żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła w porównaniu z poprzednim rokiem o 47 proc. 2023 r. był rekordowo zły: liczba żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła w porównaniu z poprzednim rokiem o 47 proc. Marta Ferj
Ubogich seniorów nie dostrzega system opieki społecznej i zdrowotnej, a to tak, jakby ślepe było całe państwo.

Specjalny cykl „Odchodzić po ludzku”

To kolejny tekst w cyklu materiałów poświęconych opiece terminalnej i długoterminowej.

Sprawdzamy, co i dlaczego w naszym systemie wsparcia rodzin nie działa, czy wszystko można tłumaczyć jedynie niedostatecznym finansowaniem? Mówiąc wprost: czy da się w Polsce godnie umrzeć? Zachęcamy, by podzielili się Państwo z nami swoimi doświadczeniami: akcja@polityka.pl

Więcej informacji na: www.polityka.pl/odchodzicpoludzku

Państwo S., 82 i 84 lata, ogólnie szanowani, z sąsiadami na dzień dobry, nic więcej, zostali znalezieni martwi w bloku w centrum powiatowych Strzelec Krajeńskich (Lubuskie). Gdy do domu weszli strażacy, ona leżała w łóżku, on na podłodze w korytarzu (czołgał się do drzwi po pomoc). Bezpośrednią przyczyną śmierci obojga była niewydolność krążeniowo-oddechowa, ale mąż umarł cztery dni przed żoną, ona zaś konała też z głodu, bo nie miał jej kto nakarmić.

Pół roku wcześniej przestali otwierać drzwi gminnej pielęgniarce. Pracownik socjalny skontaktował się wtedy z ich dalszą rodziną i miał usłyszeć, że S. nie życzą sobie wizyt opieki społecznej i że mają zapewnione wsparcie. To wystarczyło, żeby Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przestał się interesować ich losem. Gdy do ośrodka zadzwonił zaniepokojony sąsiad z informacją, że nikt nie widział państwa S. od kilku dni, pracownik socjalny o sprawie zapomniał „z natłoku obowiązków”. Został zwolniony z pracy, ale z powodu formalnego błędu w wypowiedzeniu sąd nakazał przywrócić go na poprzednie stanowisko. Nie poniósł też odpowiedzialności karnej, bo prokurator przeholował z zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci, a teraz ten człowiek procesuje się z gminą o wynagrodzenie za czas, w którym był zawieszony. I nadal zajmuje się starszymi osobami.

Śmierć głodowa wstrząsnęła opinią publiczną, bo nastąpiła gwałtownie, można rzec: spektakularnie. Zwykle przychodzi w ciszy, na raty. Ludzie zajęci walką o przetrwanie nie mają sił i pieniędzy na nic więcej. Przestają chodzić do lekarzy albo wykupywać leki, z powodu chronicznego niedożywienia bywają za słabi na operację czy chemioterapię. Ze szpitala są wypisywani do domu (po co mają zajmować miejsce), żeby nabrali sił, ale nie mają jak. – Nie dostrzega ich system opieki społecznej i zdrowotnej, te dwa systemy nie widzą też siebie wzajemnie, a przez to starsi ludzie nie mogą godnie żyć ani godnie odchodzić – mówi dr inż. Anita Richert-Kaźmierska, stała doradczyni sejmowej komisji polityki senioralnej.

Bieda ma twarz kobiety

Jako gminny pełnomocnik ds. seniorów, a potem wicewójt pomorskich Kolbud dr inż. Richert-Kaźmierska poznała to zjawisko od podszewki. – Systemowa luka, w którą wpadają seniorzy, jest coraz większa – mówi. Jednym z powodów (ale nie jedynym, o czym później) jest bieda. – Seniorów dotyka w szczególności, kobiet jeszcze bardziej. Mamy do czynienia z feminizacją i singularyzacją starości: powyżej 65. roku życia dominują jednoosobowe gospodarstwa domowe kobiet – mówi ekspertka.

Bieda ma twarz starszej samotnej kobiety, bo kobiety żyją dłużej od mężczyzn (średnio o osiem lat), mają o 30–40 proc. niższe świadczenia (później wchodzą na rynek pracy i szybciej z niego wychodzą), zarabiają mniej i rzadziej dorabiają (bo najpierw opiekują się dziećmi, potem rodzicami lub teściami). – Stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniej płacy, wynosi 46–56 proc. Jak będę przechodziła na emeryturę za 10 lat, to będzie 35 proc., w kolejnym pokoleniu – 25 proc. Ubóstwo będzie zatem rosło, a wśród kobiet także z powodu odłożonego efektu 500 plus: po jego wprowadzeniu matki trojga czy więcej dzieci wycofywały się z aktywności zawodowej – mówi dr inż. Richert-Kaźmierska.

Już lawinowo przybywa osób, które pobierają emeryturę niższą niż minimalna. Mówi się o niej: emerytura groszowa (nieraz dosłownie taka jest), biedaemerytura. W 2011 r. biedaemerytów było 23,9 tys., w 2023 r. już 365 tys. – 15-krotnie więcej. W tym samym 2023 r. najniższa emerytura wynosiła 1588 zł brutto (od marca 2024 r. – 1781 zł brutto). Przy dwóch świadczeniach w jednym gospodarstwie domowym łatwiej związać koniec z końcem, osuwanie w strefę ubóstwa przyspiesza, gdy mąż albo żona, partner czy partnerka umierają. Na dodatek w ostatnim roku rządów PiS stagnacja gospodarcza (0,2 proc. wzrostu PKB) i galopująca inflacja (11,4 proc.) zjadały oszczędności i realne dochody Polaków.

– Sytuację pogorszył brak skutecznych mechanizmów waloryzacji świadczeń i niespójność systemu pomocy społecznej. Skutkiem jest erozja siły nabywczej płac, rent, emerytur i otrzymywanego wsparcia oraz społeczne wykluczenie kolejnych ubogich – mówi dr hab. Ryszard Szarfenberg, szef EAPN (Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu) w Polsce. Podkreśla, że kryteria dochodowe są ustawione na niskim pułapie, dlatego osoby żyjące nieco powyżej granicy minimum egzystencji (to formalna granica skrajnego ubóstwa) również są ubogie.

Takie osoby mogłyby zamieszkać w Biedańsku, mieście biedy. Miasto jest fikcyjne, mieszkańcy prawdziwi: ich historie zebrali wolontariusze, opracowali na koniec 2024 r. eksperci Szlachetnej Paczki (na podstawie danych m.in. ZUS, GUS i CBOS). Biedańsk jest największym miastem w kraju – 2,5 mln mieszkańców, 6,6 proc. populacji Polski (dane są zaniżone, bez osób w ośrodkach pomocy i schroniskach oraz bezdomnych). Żyją w skrajnym ubóstwie: na wszystkie wydatki mają 28 zł dziennie, wybierają: kupić jedzenie, leki czy zapłacić za prąd. – Życie w takiej sytuacji dłużej niż dwa miesiące zagraża zdrowiu fizycznemu – mówi dr hab. Szarfenberg.

Niemal co drugi (43,4 proc.) człowiek żyjący w skrajnym ubóstwie czuje się odizolowany od społeczeństwa.Daniel Dmitriew/ForumNiemal co drugi (43,4 proc.) człowiek żyjący w skrajnym ubóstwie czuje się odizolowany od społeczeństwa.

Miasto paradoksów

W Biedańsku stale przybywa mieszkańców. 2023 r. był rekordowo zły: liczba żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła w porównaniu z poprzednim rokiem o 47 proc., Biedańsk zyskał 800 tys. mieszkańców. Ostatni raz taki poziom skrajnej biedy notowano w 2015 r., przed epoką transferów socjalnych. W opinii ekspertów na koniec rządów PiS Polska znalazła się na krawędzi kryzysu społecznego.

Najszybciej w Biedańsku przybywa osób w wieku powyżej 65 lat (podobnie jak dzieci, co spina życie dramatyczną klamrą). W 2023 r. przybyło aż 150 tys. seniorów i jest ich 430 tys. „Mimo tego, że poprzedni rząd preferował osoby starsze w polityce społecznej, to preferencje te były źle ukierunkowane i osiągnięcie celu całkowitej redukcji ubóstwa skrajnego seniorów oddaliło się” – czytamy w raporcie EAPN „Poverty Watch – monitoring ubóstwa i polityki społecznej przeciw ubóstwu w Polsce”.

Biedańsk jest miastem paradoksów: wszystko, co w nim istnieje, bierze się z tego, czego nie ma. Widać to w nazwach ulic: Bezsenna, Bezradna, Bezsilna, Bezrobotna, Beznadziei. „Przeprowadzki do miasta biedy nie da się zaplanować. Pewnego dnia po prostu budzi cię głos kierowcy autobusu, że to końcowy przystanek. Wysiadasz w nowej rzeczywistości, nie wiesz, dokąd iść i kogo zapytać o drogę. Czas oswaja cię z biedą” – czytamy w raporcie z Biedańska.

Wśród oswojonych jest Teofil (nowotwór moczowodu, na przeżycie dnia ma 13 zł): „Dwa razy w miesiącu mam wlewki. Na jeden kurs autobusem do szpitala i z powrotem muszę odkładać trzy dni. Dobrze, że po chemii nie chce się jeść (...). Chociaż lekarz twierdzi, że powinienem się zmusić, żeby nabrać sił i szybciej wyzdrowieć”.

Wiesław z chorobą płuc: „Gdy przeszczep był jeszcze możliwy, brakowało zgodnego dawcy. Choroba się rozwijała, a ja nie byłem już w stanie pracować. Dogoniły mnie długi, odłączyli mi prąd i ogrzewanie. Zaniedbałem się tak, że wypadłem z kolejki, bo nie przeżyłbym operacji. Odesłali mnie na wzmocnienie. Jakie? Czym? Teraz leczą mnie już tylko doraźnie”.

Urszula dostaje 1 tys. zł emerytury, jak opłaci mieszkanie i leki, zostaje jej 350 zł. Nie ma lodówki, latem je zupki chińskie i warzywa, na pasztet i masło pozwala sobie zimą (trzyma je na parapecie). Kajtek – jej pies po zmarłym synu – załatwia się w domu, bo chory kręgosłup nie pozwala pani wychodzić.

Niemal co drugi (43,4 proc.) człowiek żyjący w skrajnym ubóstwie czuje się odizolowany od społeczeństwa. Seniorzy bronią się przed tym, jak mogą. Nie dojadają, żeby zaoszczędzić pieniądze dla dzieci czy wnuków (a te to wykorzystują). Dzięki temu czują się komuś potrzebni. Czasem jednak w grę wchodzi swoiście pojmowany honor, pozrywane więzi rodzinne i społeczne, zaburzenia psychologiczne, czasem psychiatryczne, co przynosi coraz głębszą izolację. A ci, którzy powinni z niej wyciągać, sami wymagają pomocy.

Za biedni na pomoc

W opiece społecznej roi się od absurdów. Wypłaca się zasiłki stałe (w 2025 r. do 1229 zł miesięcznie), które dla starszych są jak pseudoemerytura. Z góry wiadomo, że im to nie wystarczy, dlatego co miesiąc składają wniosek o zasiłek celowy (na żywność, leki, faktury). Pracownicy socjalni miesiąc w miesiąc muszą iść do tych samych ludzi, przeprowadzić taki sam wywiad środowiskowy i wydać identyczną co do joty decyzję. – Choć wystarczyłoby podnieść zasiłek stały, a celowy zlikwidować – zauważa szefowa ośrodka pomocy społecznej na południu kraju.

Z powodu różnych systemów orzeczniczych jedna i ta sama osoba może być „tylko” umiarkowanie niepełnosprawna (według powiatowego zespołu ds. orzekania) i jednocześnie niezdolna do samodzielnej egzystencji (według komisji ZUS). „Co ośrodek, to inne sposoby prowadzenia spraw, inne wzory pism, nie mówiąc o uzasadnieniach przyznawania zasiłków i ich wysokości. Jak wytłumaczyć komuś, że w naszym ośrodku nie dajemy na coś, na co w innym dają?” – mówi jeden z pracowników pomocy społecznej ankietowanych przez EAPN. „Kto to jest ubogi?” – pyta kolejny pracownik i odpowiada, że to ten, kto „nam spełnia kryterium”. Emeryci „przekraczają kryterium, ale realnie otrzymują o wiele mniej z uwagi na potrącenia. To potwornie niesprawiedliwe i bez sensu”.

Tymczasem prawo do godnego życia wynika z konstytucji (art. 30), na jej mocy każdy obywatel ma też prawo do zabezpieczenia społecznego po osiągnięciu wieku emerytalnego (art. 67). Traktowanie emerytów, rencistów i seniorów w Polsce narusza też europejski filar praw socjalnych. To dokument Unii Europejskiej z 2017 r., przewiduje nowe prawa dla obywateli Unii i ma ułatwić egzekwowanie tych, które już im przysługują. Opiera się na 20 zasadach. Wynika z nich, że każda osoba w podeszłym wieku ma prawo do odpowiedniego dochodu minimalnego zapewniającego godne życie (zasada 15), każdy ma też prawo do przystępnych cenowo i dobrej jakości usług opieki długoterminowej, w szczególności opieki w domu i usług środowiskowych (zasada 18).

Polska uznała zasady filaru, ale w teorii. W praktyce rząd PiS niby nie zamrażał kryteriów dochodowych w pomocy społecznej (decydują o uprawnieniach oraz o poziomie zasiłków stałych i okresowych), ale ostatni raz podniósł je przed skokiem inflacji w latach 2022–23. Przez to w 2024 r. kryteria dochodowe stały się niższe niż granica ubóstwa skrajnego. Doszło do sytuacji, która bulwersuje ekspertów i ludzi z branży, a powinna wszystkich: 63 proc. skrajnie ubogich nie jest uprawnionych do świadczeń pieniężnych dla ubogich (w 2016 r. było to 3,4 proc.). Innymi słowy bez wsparcia w skrajnym ubóstwie pozostało 1,5 mln osób.

Rząd Tuska podniósł kryteria, ale od 2025 r. i na bazie danych z 2022 r. Już w pierwszym roku ich obowiązywania (2025) znów zbliżą się do granicy skrajnego ubóstwa – wskazują eksperci. Aby uniknąć podobnego tąpnięcia, jakie nastąpiło w 2023 r., kryteria dochodowe i zasiłki powinny być waloryzowane co roku. Ustawowy projekt zmiany jest już gotowy, powinien przejść całą drogę legislacyjną do połowy 2025 r., by nowe zasady waloryzacji weszły w życie w 2026 r.

– To się musi zmienić, bo mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją: seniorzy są za bogaci, żeby uzyskać pomoc społeczną, a jednocześnie za biedni, żeby normalnie funkcjonować – komentuje dr inż. Richert-Kaźmierska, która należy do zespołu ds. reformy pomocy społecznej (od połowy 2024 r. działa w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej). To jednak niejedyny cel zespołu.

Senior sam jak palec

Trzeba zadbać o spójność systemów opieki społecznej i zdrowotnej (szpital potrafi wypisać samotnego seniora do domu bez powiadomienia opieki społecznej), wyciąć z przepisów absurdy (w kwestionariuszu wywiadu środowiskowego jest pytanie o to, czy senior ma w domu sejf), a także zmienić wizerunek pomocy społecznej, bo np. na wsi wciąż panuje przekonanie, że to instytucja dla nieudaczników i marginesu. To dlatego ośrodki pomocy społecznej zmieniają nazwy na ośrodki pomocy rodzinie, nową formułą są centra usług społecznych (działają w ok. 100 na 2,5 tys. gmin). Nie chodzi o zmianę tylko szyldu, lecz także o funkcjonalności, żeby seniorzy nie wstydzili się zwracać o pomoc i otrzymywali ją jak najdłużej w swoim domu, i to w takiej formie, aby ją przyjęli i skonsumowali – nieraz dosłownie. Co z tego, że „opieka” dowozi im obiady, skoro one lądują w śmietniku, bo seniorowi bardziej niż głód dokucza samotność?

Temu mają zapobiec działania na rzecz społecznych usług środowiskowych: z jednej strony ustawa o bonie senioralnym (konsultacje społeczne są zakończone, ma wejść w życie 1 stycznia 2026 r.), z drugiej ustawa o asystencji osobistej, która dotyczy głównie niepełnosprawnych, ale trwa bój, żeby objęła także seniorów. – Jeśli się połączy kropki i uwzględni obowiązującą już rentę wdowią, to widać wreszcie światełko w tunelu – mówi jeden z ekspertów komisji, któremu marzy się, żeby potrzeba opieki nie prowadziła do ubóstwa i zależności finansowej.

To propozycja wypisz wymaluj dla Zbigniewa, lat 72. Pracował w magazynie, ale firma padła, gdy nastał kapitalizm. Wrócił na wieś, był pierwszym bezrobotnym w okolicy. Gdy proponowali roboty publiczne, robił; jak dali zarobić na boku, brał; opiekował się rodzicami i kawałkiem ziemi, jakoś się szyło to życie. Pruć się zaczęło, gdy 15 lat temu umarli ojciec i matka. Każde miało świadczenia, opustoszał więc i dom, i portfel. Pożal się Boże emerytura i zdrowie (polineuropatia – uszkodzenie nerwów obwodowych) wepchnęły Zbigniewa na równię pochyłą, koledzy położyli się „za siatką” (ogrodzeniową na cmentarzu) i został sam jak palec.

Nakopałby światu, tak jest wk… na swój los, ale nie będzie żebrał o pomoc, wniosku o zasiłek nie złoży. Parę miesięcy temu zamontowali mu toaletę w pokoju, bo ktoś przypadkiem odkrył, że wózkiem (tak nazywa balkonik) jeździ do wychodka. Teraz jeździ tylko do drewutni: ręce zaciśnie z trudem, ale tylko na wózku, trzeciej nie ma, wiadro z drewnem popycha więc nogami w niedowładzie. – I to cała moja rehabilitacja – mówi. Całymi dniami patrzy przez okno, jak rozpadają się poniemiecka stodoła i obora. Po gołębniku zostały mu dyplomy, chałupa też się któregoś razu rozleci, remontu nie widziała ze 30 lat. W tej całej ruinie on jeden próbuje trzymać się kupy: ogolony, czysto odziany, na ceracie herbata, coś do czytania. Codziennie wieczorem mówi sobie, że z chęcią by się nie obudził, ale rano jest zadowolony, że jednak żyje. Marzeń wielkich nie ma, a jeśli już, to takie, żeby któryś z kolegów ożył. Śni też o mięsie w słoikach, żeby raz najeść się do syta.

.Polityka.

Polityka 2.2025 (3497) z dnia 07.01.2025; Społeczeństwo; s. 31
Oryginalny tytuł tekstu: "Mieszkańcy Biedańska"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama