Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Usprawnianie starości

O starości trzeba myśleć znacznie wcześniej. Jak się zająć bliskimi i sobą? „To naprawdę nie jest łatwe”

Własny dom jest dla seniora najlepszy pod każdym względem. Własny dom jest dla seniora najlepszy pod każdym względem. Shutterstock
Rozmowa z lekarką Mileną Słoń, specjalistką w dziedzinie geriatrii, chorób wewnętrznych i medycyny ratunkowej, o starości cudzej i naszej. I tym, że musimy o niej pomyśleć wcześniej niż po sześćdziesiątce.
Milena Słońarchiwum domowe Milena Słoń
.Polityka .

AGNIESZKA SOWA: – Ma pani rzadką specjalizację: z geriatrii, ale od wielu lat pracuje pani jako lekarz medycyny ratunkowej, na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Dlaczego?
MILENA SŁOŃ: – Te dziedziny medycyny w jakiś sposób się łączą. Ale dla mnie geriatria była pierwszym wyborem. Po to studiowałam medycynę. Obecnie, robiąc specjalizację z chorób wewnętrznych, w pewnym momencie wybiera się geriatrię i zostaje się specjalistą w tej dziedzinie. Ale 30 lat temu, gdy zaczynałam, najpierw trzeba było zrobić specjalizację z chorób wewnętrznych, potem kolejną też z interny – drugiego stopnia, i dopiero można było zacząć trzecią specjalizację – z geriatrii. Więc moja determinacja, by zostać akurat geriatrą, była naprawdę duża.

A potem się okazało, że pani umiejętności potrzebne są właśnie w karetkach?
Także w pomocy ratunkowej spora część moich pacjentów jest w starszym wieku. Taka jest zresztą przyszłość dojrzałych społeczeństw. Przesunięcie krzywej populacyjnej w kierunku ludzi dojrzałych jest zjawiskiem cywilizacyjnym. Mamy coraz mniej małych dzieci i nadmiar ludzi w wieku dojrzałym, a także w późnej starości. Jeśli nie zwiększymy dzietności albo nie przyjmiemy imigrantów, to z czasem problemy geriatryczne przytłoczą naszą ochronę zdrowia. Bo w sposób naturalny z wiekiem zwiększa się liczba problemów chorobowych.

To już się dzieje.
Ale, wracając do pierwszego pytania, dla mnie geriatria nie jest leczeniem staruszków stojących nad grobem – a tak niestety jest rozumiana przez polską medycynę. Do poradni geriatrycznej czy też na oddział geriatryczny tak naprawdę przychodzą ludzie będący już u kresu swojego życia – mniej więcej do pięciu lat przed śmiercią. Również dla Narodowego Funduszu Zdrowia geriatria to medycyna ostatnich lat życia. Dla mnie natomiast geriatria to działanie nakierowane na pozytywne starzenie się. Czyli na to, żeby w wieku senioralnym jak najdłużej być sprawnym, pomimo chorób, które tak czy owak będzie się miało. Bo prędzej czy później wszyscy będą chorowali i wszyscy na coś umrą. Natomiast chodzi o to, żeby w ostatnich chwilach swojego życia być jak najbardziej sprawnym. A tę sprawność zdobywa się na przestrzeni całego dojrzałego życia – czyli kiedy się ma 40–50 lat i więcej.

Specjalny cykl „Odchodzić po ludzku”

To kolejny tekst w cyklu materiałów poświęconych opiece terminalnej i długoterminowej.

Sprawdzamy, co i dlaczego w naszym systemie wsparcia rodzin nie działa, czy wszystko można tłumaczyć jedynie niedostatecznym finansowaniem? Mówiąc wprost: czy da się w Polsce godnie umrzeć? Zachęcamy, by podzielili się Państwo z nami swoimi doświadczeniami: akcja@polityka.pl

Więcej informacji na: www.polityka.pl/odchodzicpoludzku

Nie zarzuciła pani całkowicie specjalizacji geriatrycznej?
Prowadzę pacjentów w ramach NFZ w poradni geriatrycznej. Nie pracuję jednak na oddziale geriatrycznym NFZ – chociaż miałam takie propozycje, bo geriatrów w Polsce bardzo brakuje.

Dlaczego?
Nie widziałam sensu pracy na takich oddziałach, bo to się praktycznie niewiele różni od pracy na internie. Tylko pacjent oddziału wewnętrznego, który nie jest seniorem, najczęściej wychodzi do domu wyleczony. Z ludźmi w podeszłym wieku to nie jest takie proste. Leżą na tych oddziałach tygodniami, bo nie ma co z nimi zrobić – co jest bez sensu i nie służy pacjentowi. Kiedy uda się już zaś takiego seniora wypisać, to najczęściej nie ma on dalszej opieki, kontynuacji rehabilitacji i leczenia w domu. Hospitalizacja zawsze jest jednorazowa. Starszy człowiek zostaje przyjęty na oddział geriatryczny, jest diagnozowany, podleczony, zaopiekowany. A potem trafia w próżnię.

Zajmuje się nim rodzina, jeśli ją oczywiście ma.
Nawet najbardziej troskliwi bliscy nie zapewnią kontynuacji leczenia i rehabilitacji. Mogą, ale też nie zawsze sobie z tym radzą, nie wiedzą, jak fachowo opiekować się seniorem. W Polsce usługi opiekuńcze przede wszystkim są oparte na rodzinie, która nie ma prawie żadnej pomocy od państwa. Bardzo często jest tak, że młodsi członkowie rodzin nagle, bez ostrzeżenia, stają w obliczu ciężkiej choroby i dużego problemu opiekuńczego i znikąd nie dostają pomocy. Najłatwiejszym rozwiązaniem jest więc dla nich to, żeby – mówiąc kolokwialnie – senior zamieszkał w szpitalu.

Nie ma tylu miejsc na oddziałach geriatrycznych.
Na Mazowszu są dwa oddziały geriatryczne, a seniorzy w wieku 65 plus stanowią dziś 25 proc. mieszkańców, zbliżamy się do 30 proc. To ponad 1,5 mln ludzi! Więc te dwa oddziały geriatryczne to taki plaster na sumienie.

Ministra zdrowia Izabela Leszczyna chce, by powstawało więcej takich oddziałów. Resort został zasypany wnioskami od szpitali zainteresowanych konkursem na rozwój opieki geriatrycznej i długoterminowej poprzez modernizację infrastruktury podmiotów leczniczych na poziomie powiatowym. Środki na realizację, czyli 1,25 mld zł, pochodzą z KPO.
To bardzo dobrze, że ministerstwo widzi, że społeczeństwo się starzeje. Tylko jak spojrzeć na pacjentów oddziałów chorób wewnętrznych, tych zwykłych i tych z rozszerzeniem – np. pulmonologia, nefrologia, kardiologia – to liczba leżących tam osób mających ponad 65 lat wynosi ok. 60–70 proc. A wśród tych, którzy leżą przewlekle, dłużej niż dwa tygodnie, bo nie wiadomo, co z nimi zrobić, gdzie ich wypisać, prawie wszyscy to seniorzy. Więc problem, jak tę opiekę geriatryczną w Polsce zaprojektować, jest duży. Jednak samo stworzenie oddziałów – a tak naprawdę przemianowanie tych wszystkich kardiologii, pulmonologii, oddziałów wewnętrznych, na których i tak ci seniorzy leżą, na „geriatryczne” – niczego nie zmieni. Co więcej, może tylko stworzyć kolejny problem, bo w tej chwili mamy wymóg zatrudnienia dwóch geriatrów na oddziale geriatrycznym. Więc wydaje mi się to po prostu niewykonalne, skoro w kraju brakuje osób z tą specjalizacją.

Błędne koło.
Musimy mieć pomysł na opiekę senioralną i tworzyć ją, opierając się na tym, co jest, na tych zasobach, które mamy. Trzeba tak to zaprojektować, żeby to działało. Bo samo tworzenie oddziałów po to tylko, żeby one się nazywały „geriatryczne”, bez głębszej myśli, co ma z tego wynikać, do czego prowadzić, nie ma zbyt wiele sensu. I nie rozwiąże problemu – starsi ludzie nadal będą leżeć tygodniami w szpitalu, bo nie bardzo wiadomo, jak mają dalej żyć we własnym domu. Mam wrażenie, że nasza organizacja ochrony zdrowia wciąż nie ma dobrego pomysłu na to, w jaki sposób dostosować się do tych zmieniających się warunków demograficznych i stworzyć system ochrony zdrowia dla starzejącego się społeczeństwa. Te propozycje, które są w opiece świadczonej w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, pokazują, że system nie patrzy na problem kompleksowo, nie odpowiada na zasadnicze pytanie: w jaki sposób urządzić opiekę zdrowotną i jednocześnie opiekę socjalną?

A to jest szalenie istotne, bo przecież losy wielu starszych schorowanych osób zależą od właściwej, specjalistycznej opieki. Na przykład dodatkowego dopajania, nawadniania czy podawania leków dożylnie. Trzeba więc dostarczyć tę pomoc do miejsca, w którym ta starsza osoba mieszka – szczególnie że ona najlepiej czuje się w swoich czterech ścianach, w otoczeniu, które zna. Najlepszy sposób opieki byłby więc taki, żeby pomoc socjalną i medyczną dostarczać do domu. I żeby to było skoordynowane.

Czy są kraje, w których to działa właśnie tak?
Przykładowo w Niemczech system opieki senioralnej jest bliski takiego modelu. Są tam choćby osobne ubezpieczenia opiekuńcze dla seniorów obok normalnego ubezpieczenia zdrowotnego. Opłacający takie polisy mogą korzystać z opieki socjalnej w miejscu zamieszkania. Stworzono zespoły, które w warunkach domowych nie tylko opiekują się seniorami – w tym pomagają w toalecie i karmią – ale też wykonują czynności medyczne, np. podają kroplówki, kontrolują przyjmowanie leków, robią pomiar ciśnienia, temperatury.

A pomysł tworzenia Centrów Zdrowia 75+?
To ma znacznie większy sens niż tworzenie nowych oddziałów geriatrycznych. Takie centra, do których pacjent przyjeżdża na pobyt dzienny, ma robione wszystkie badania, które są niezbędne do dalszej diagnostyki, potem trafia do opieki geriatrycznej domowej, gdzie może do niego przyjść opiekunka, pielęgniarka, lekarz, rehabilitant, funkcjonują w różnych państwach w Europie, w tym za naszą zachodnią granicą. To trochę taka geriatria środowiskowa.

Jak psychiatria środowiskowa.
Tak. Takie centra środowiskowej opieki psychiatrycznej, gdzie jest współpraca opieki pielęgnacyjnej, psychologicznej i psychiatrycznej właśnie w warunkach domowych, powstały i działały w ramach pilotażu, z bardzo dobrym rezultatem. Ale teraz pilotaż się kończy i pojawiły się pomysły, żeby te centra przeszły całkowicie pod NFZ. A przecież kluczowa jest współpraca między resortem zdrowia a samorządem oraz resortem pracy i polityki społecznej, który zapewnia opiekę pielęgnacyjną. Obecny rząd powołał koordynatora opieki senioralnej w randze wiceministra – i w tym jest nadzieja.

Środowiskowe centra geriatryczne powinny działać na podobnej zasadzie, a porównanie jest tu bardzo na miejscu, bo częstym problemem ludzi w podeszłym wieku są zaburzenia poznawcze, otępienne czy zaburzenia zachowania, które wiążą się z rozpoznaniami psychiatrycznymi. W takim zespole domowym, który seniora dogląda, powinien być więc także psychiatra i psycholog.

Podstawowym założeniem psychiatrii środowiskowej jest to, że chory powinien funkcjonować w swoim środowisku, to jakby część terapii. Podobnie jest w geriatrii?
Oczywiście, własny dom jest dla seniora najlepszy pod każdym względem. W Polsce zresztą niechętnie „oddajemy” własnych rodziców do opieki stacjonarnej. Już samo to słowo wiąże się z poczuciem krzywdy seniora, ale też z wyrzutami sumienia i poczuciem winy opiekuna. Ale są sytuacje, w których opieka w zakładzie opiekuńczo-leczniczym jest jedynym wyjściem. Musimy sobie z tym jako społeczeństwo poradzić mentalnie: są różne fazy życia, które wiążą się z różnymi miejscami zamieszkania. I na tym ostatnim etapie, kiedy przychodzi starość, to powinno wyglądać mniej więcej tak, że najpierw mieszka się we własnym domu, tam dostarczana jest opieka, potem w razie konieczności są krótkotrwałe pobyty rehabilitacyjne w jakimś zakładzie opiekuńczo-leczniczym, a jeszcze później, gdy już nadchodzi taki moment, że ta opieka – i pielęgniarska, i lekarska – jest praktycznie codziennie niezbędna, zostaje stały pobyt w ZOL.

Jak dobrze opiekować się rodzicami i dziadkami w podeszłym wieku?
Senior bardzo potrzebuje bliskich osób. Jednocześnie potrzebuje zrozumienia i uznania swojej autonomii, intymności. Bardzo ważne, żeby opiekunowie widzieli odrębność takiego człowieka, jego potrzeby, także wtedy, kiedy ma zaburzenia poznawcze czy otępienie. My, dzieci, bardzo często zaczynamy z naszymi starymi rodzicami dyskutować, wchodzić w polemiki i udowadniać im nasze racje – natomiast opieka polega na byciu z pacjentem i podążaniu za nim, stwarzaniu seniorowi bezpiecznych warunków do życia, pamiętając, że to wciąż jego życie. Chodzi o to, żeby towarzyszyć w tym, co jest dla osoby starszej ważne, dawać poczucie bezpieczeństwa, ale nie zabierać przy tym autonomii.

Dla opiekuna to niełatwe wyzwanie.
Starzejąc się, ludzie „usztywniają się” w swoich pomysłach na życie, nie lubią zmian. Czasami więc senior nie chce wpuścić opiekuna do domu, nie chce pozwolić się sobą opiekować, odczuwa wstyd związany np. z czynnościami higienicznymi. To wszystko trzeba uszanować.

To naprawdę nie jest łatwe. Dlatego nie tylko senior, ale też same rodziny, opiekunowie potrzebują wsparcia – począwszy od odciążania w opiece, skończywszy na wsparciu mentalnym, które pozwoli lepiej zrozumieć, co się dzieje z naszymi starzejącymi się bliskim. Na przykład: dlaczego rodzic krzyczy albo oskarża nas o kradzież – co zdarza się przy zaburzeniach poznawczych. Więc ten zespół opieki senioralnej, funkcjonujący w ramach „geriatrii środowiskowej”, o którym rozmawiałyśmy, powinien też pomagać opiekunom w zrozumieniu ich trudnej roli.

Co ciekawe, przychodzą też do mnie coraz młodsi seniorzy, na przykład tacy, którzy właśnie pochowali rodziców, i mają refleksję, że muszą ze sobą coś zrobić, żeby nie być później ciężarem dla swoich dzieci. I wtedy zaczynamy od tych chorób, które w danym momencie są już rozpoznane, i dolegliwości, które jeszcze nie zostały zakwalifikowane jako choroby. A także od planu: w jaki sposób się zachowywać i w jaki sposób żyć, żeby być sprawnym niezależnie od tego, na jakie choroby przyjdzie nam chorować w późniejszej starości.

Co konkretnie można zrobić?
Jak mówią wszystkie opracowania dotyczące sprawności, jednym z najlepszych lekarstw jest ruch. Ale jeżeli człowiek zaczyna się więcej ruszać, rekreacyjnie uprawiać jakiś sport dopiero w wieku 60 czy 70 lat, bardzo ważne jest, żeby robił to w sposób bezpieczny. Bo w tym wieku pojawiają się już zmiany zwyrodnieniowe, miażdżyca, czasem inne problemy zdrowotne i zbyt raptowne rozpoczęcie aktywności fizycznej może być niebezpieczne. Są też inne sprawy, na które należy zwrócić uwagę, jak: jakość snu, sposób, w jaki się odżywiamy, czy jakość relacji z innymi ludźmi. Czasem też starość własnych rodziców pozwala spojrzeć na swoje życie z trochę innej perspektywy. I wyciągnąć odpowiednie wnioski.

ROZMAWIAŁA AGNIESZKA SOWA

***

Milena Słoń jest lekarką, specjalistką w dziedzinie geriatrii, chorób wewnętrznych i medycyny ratunkowej. Ukończyła Akademię Medyczną w Warszawie. Była kierownikiem medycznym w Care Experts (obecnie Medicover Senior), pracuje na SOR w Szpitalu Czerniakowskim oraz prowadzi poradnię geriatryczną. Brała udział w badaniach naukowych dotyczących fizjologii studentów uniwersytetu III wieku w warszawskiej AWF.

Polityka 3.2025 (3498) z dnia 14.01.2025; Społeczeństwo; s. 33
Oryginalny tytuł tekstu: "Usprawnianie starości"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama