Niemiecki z apostrofem
Goethe uważał niemiecki za najpiękniejszy język świata. Heine twierdził, że „rozrywa mu uszy”
To jeszcze nie wojna domowa, ale wielu Niemcom puściły nerwy. Jeden z komentatorów „Bilda” napisał, że „za każdym razem, gdy widzi »apostrof idiotów«, dostaje gęsiej skórki”. Z kolei dziennikarz szacownej „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdził, że to kolejny, bulwersujący triumf języka angielskiego nad niemieckim.
Chodzi o niedawną decyzję rady, która dba o czystość języka niemieckiego. Uznała ona, że tzw. dopełniacz – nomen omen – saksoński, znany z języka angielskiego, jest dopuszczalny w mowie Goethego. Ów „apostrof idiotów” tak już się w Niemczech upowszechnił, że rada w zasadzie nie miała innego wyboru. W uproszczeniu chodzi o literę „s” dodawaną na końcu słowa po apostrofie, która wskazuje, że coś – określone w kolejnym wyrazie – do czegoś lub kogoś należy. Czyli jeśli na szyldzie w centrum Berlina jest napisane np. „Andrea’s Bar”, to nie jest to bar Andreasa, tylko Andrei.