Specjalny wysłannik Donalda Trumpa ds. Ukrainy i Rosji Keith Kellogg miał zacząć europejską podróż w miniony weekend, ale wedle dyplomatycznych źródeł przesunął ją na koniec stycznia, po zaprzysiężeniu nowego prezydenta. 80-letni generał ma nie tyle mediować, ile postawić Kijowowi i Moskwie warunki rozmów o zawieszeniu broni, wyznaczeniu linii demarkacyjnej i obsadzeniu jej przez wojska z Europy. O ile Ukraińcy od kilku miesięcy dopuszczają amerykańską ofertę, byle oznaczała rozpięcie nad krajem zachodniego parasola bezpieczeństwa, o tyle Kreml daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowany rozmowami. Szef MSZ Siergiej Ławrow zgodnie z rosyjską taktyką mnoży warunki wstępne: by Ukraina najpierw zrzekła się okupowanych terytoriów i wyrzekła się NATO. Dlatego Kellogg czeka, aż jego misję poprzedzi walnięcie przez Trumpa pięścią w pulpit, spodziewane w dniu zaprzysiężenia 20 stycznia. Kijów też liczy, że opór Putina sprawi, iż „Trump się wścieknie” i wyśle do Ukrainy więcej broni, a Rosję potraktuje sankcjami ostrzejszymi niż Europa.