Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Xi Jinping w Europie wbił nowe kliny. Są kraje, które rozwijają przed Chinami czerwone dywany

Przywódca Chin Xi Jinping spotkał się w Serbii z prezydentem Vučiciem, 8 maja 2024 r. Przywódca Chin Xi Jinping spotkał się w Serbii z prezydentem Vučiciem, 8 maja 2024 r. Marko Djurica / Reuters / Forum
Unii udaje coraz lepiej ustalić, gdzie w stosunkach z Chinami leżą jej interesy, a gdzie czyhają zagrożenia.

Wbiciem kilku nowych klinów kończy się pobyt chińskiego przywódcy Xi Jinpinga w Europie. Dwa najlepiej widoczne to Serbia i Węgry. W Belgradzie i Budapeszcie Xi przyjmowano z najwyższymi honorami i zapewnieniami o przyjaźni. Prezydent Aleksandar Vučić i premier Viktor Orbán ścigają się w uprzejmościach, wykorzystują stosunki z Chinami jako polityczno-gospodarczego lewara, który pozwala im na prowadzenie polityki w miarę niezależnej od nacisków płynących z Zachodu, domagającego się spełniania demokratycznych standardów.

Autokratyczna praktyka ich rządów pokazuje, że Vučić z Orbánem w pełni identyfikują się z wartościami, którymi kieruje się reżim w Pekinie. Rozwijają przed Xi czerwone dywany i zabiegają o jak najwięcej inwestycji. W zamian są gotowi pozostawać chińską bramą do Europy. A Chińczycy są skłonni inwestować zwłaszcza na Węgrzech, m.in. w zakłady z branży pojazdów elektrycznych, by obchodzić bariery, które Unia stawia chińskim firmom produkującym w Chinach.

Europa i potrójna rola Chin

Ta zawiłość jest pochodną stosunków łączących Unię z ChRL. Zjednoczona część Europy postrzega Chiny przez pryzmat trzech ról. Po pierwsze, jako rywala systemowego. Pod tym eufemistycznym hasłem kryje się przekonanie, że gdyby Pekin mógł, to Unię utopiłby w szklance wody i sobie ją zupełnie podporządkował. Chiny konsekwentnie od dekad starają rozmontować stworzony po II wojnie światowej porządek międzynarodowy, w którym to Zachód ma najwięcej do powiedzenia w ramach systemu utrwalonego składem Rady Bezpieczeństwa ONZ, zasad globalizacji i pozycją USA.

Powojenny okres względnego spokoju przyniósł Unii dobrobyt, z którego Europa nie chce rezygnować. Sprzymierzeńcem w chińskich wysiłkach zmierzających do demontażu tego układu jest oczywiście putinowska Rosja. Zresztą Chiny są przeciwnikiem na bardzo wielu polach. Mnożą się płynące z kolejnych państw europejskich oskarżenia o działalność chińskich grup hakerskich. A obywatele europejscy mają Chinom za złe zamordyzm, prześladowania Ujgurów, fatalne podejście do środowiska naturalnego i brutalność wobec sąsiadów, ostatnio zwłaszcza Filipin.

Rola druga to rywal gospodarczy. Chińskie koncerny są niebezpieczną konkurencją dla europejskich producentów. W niektórych branżach są światowymi liderami. Unia oskarża ChRL o subsydiowanie ich produkcji, tak ma się dziać w przypadku samochodów elektrycznych i technologii do produkcji energii ze źródeł odnawialnych, zwłaszcza ogniw fotowoltaicznych. Taki model jest zabójczy dla europejskiej wytwórczości, stąd unijne retorsje, w tym bariery celne. W przygotowaniu są unijne przepisy, które subsydiowanym podmiotom odetną dostęp do przetargów na zamówienia publiczne.

Wreszcie rola trzecia, w jakiej Europa widzi Chiny, to partner do współpracy. Ta jest możliwa i wręcz konieczna, bo bez Chin nie da się sprostać żadnemu kryzysowi globalnemu, wyhamować antropogenicznych zmian klimatu czy powstrzymać zagłady różnorodności biologicznej. Wpływy Chin są tak szerokie, że ich głos ma znaczenie przy uśmierzaniu konfliktów regionalnych, obecnie przede wszystkim na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie.

Czytaj też: Chiny mają problem z wojną w Ukrainie

Francuskie koniaki, chińskie samochody

Na tych trzech poziomach Xi poruszał się podczas wizyty w Paryżu i francuskich Pirenejach. Pojechał tam z misją naprawczą, której celem było przekonanie prezydenta Emmanuela Macrona i kluczowego państwa Unii do przynajmniej opóźnienia procesu europejskiego uniezależnienia się od importu z Chin. Co mogłoby się o tyle udać, że gospodarki Francji – a także Niemiec – w znacznej mierze polegają na chińskich odbiorcach, więc muszą wyważyć, na ile mogą sobie pozwolić. Czyli jak sprawić, by np. francuskie koniaki – które Macron podawał Chińczykowi, czyniąc z nich symbol wizyty Xi – można byłoby sprzedawać nad Jangcy, a jednocześnie tanie chińskie samochody elektryczne nie dobiły francuskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Chińska propaganda chętnie podchwyciła uwagę Macrona o tzw. autonomii strategicznej Europy, w tym o tym, by nie szła ramię w ramię z bardziej radykalną w tym względzie Ameryką i nie zrywała stosunków gospodarczych z Chinami. Taki transatlantycki wielogłos to dla Pekinu cenna zdobycz.

Przy okazji Macron próbował w ramach przewartościowania stosunków z Chinami zawiązać nieco bliższe związki z Xi, czemu służyć miał pirenejski odcinek wizyty. Swego czasu prezydent Francji próbował w podobny sposób oczarować Władimira Putina, ale nie zmieniło to zamierzeń gospodarza Kremla. Xi też jest co do zasady bardzo konsekwentny, co nie zniechęciło Macrona do tego, by podczas pożegnania na lotnisku przewodniczącego ChRL objąć czułym przytuleniem.

Czytaj też: Macron w Chinach zaszokował. Błądzi, ale trochę racji ma

Gdzie interes, gdzie zagrożenie

Wrażenie jednolitego frontu Europy miała podkreślać obecność w Paryżu Ursuli von der Leyen. Europa ma interes i moralny obowiązek, by przekonywać Xi zwłaszcza do odstąpienia od wspierania Putina i naciskania na zakończenie inwazji nad Dnieprem. Xi powtarza, że Rosji nie wspiera zbrojnie, ale cała reszta, w tym wymiana handlowa, to suwerenna domena obu państw i obcym nic do tego.

W europejskich komentarzach po wizycie Xi pobrzmiewały nuty pewnej dezorientacji, ale też nastrój triumfalizmu. Przede wszystkim dlatego, że diametralnie zmieniła się europejska optyka, Unii udaje coraz lepiej definiować, gdzie w stosunkach z Chinami leżą jej interesy, a gdzie czyhają zagrożenia. Kraje sąsiadujące z Rosją mają Chinom za złe, że wspierają inwazję w Ukrainie, pozwalając zachować Rosji potencjał militarny i gospodarczy, co nie zmniejsza prawdopodobieństwa ataku np. na Polskę i czy państwa bałtyckie. Ich rządy porzuciły już – pewnie na dobre – udział w rozwijaniu tzw. nowego jedwabnego szlaku, czyli sieci połączeń drogowych, kolejowych i morskich w Eurazji i Afryce, mających promować chińskie interesy i przerysować powiązania gospodarcze w sporej części świata. Swego czasu Xi zainwestował mnóstwo czasu i energii w promowanie szlaku, który wylądował w koszu. Przyczyniła się do tego zresztą sama Rosja, przez którą szybko nie pojadą pociągi wiozące ładunki z chińskich fabryk do europejskich odbiorców.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Walka o słynny pomnik w Rzeszowie. Chcą go przejąć i wyburzyć

Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie jest dziś dziełem sztuki i zabytkiem. Bernardyni zdecydowali niespodziewanie o przekazaniu go za darmo Stowarzyszeniu Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia, które chciałoby go wyburzyć. Wbrew władzom miasta i mieszkańcom.

Jagienka Wilczak
18.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną