Upadek liberała
Koniec ery Justina Trudeau. To miał być „złoty wiek Kanady”, ale był raczej „pozłacany”
Charles de Gaulle opisywał swoją drogę do władzy jako „marsz przez pustynię”. Pierre Trudeau, ojciec ustępującego premiera Kanady, swoją przeprawę w odwrotnym kierunku nazwał zaś „spacerem w śniegu”. W tym drugim przypadku nie były to lata zmagań, ale momentalne uświadomienie sobie i przyznanie przed sobą, że to koniec. W zimowy poranek 28 lutego 1984 r. człowiek, który spędził 18 lat w parlamencie, 16 lat na czele partii i 15 lat rządząc krajem, uznał, że jego czas minął. Wyrażenie „spacer w śniegu” wpisało się na stałe do kanadyjskiego słownika politycznego. Doczekało się nawet wpisu w Wikipedii: „Chwila, w której polityk podejmuje historyczną decyzję, na ogół dotyczącą dymisji lub rezygnacji”.
Trudeau senior zamierzał odejść na własnych warunkach – złożyć dymisję, a nie zostać wyrzuconym po przegranych wyborach. Chciał też dać swojej partii szansę na to, aby pod wodzą nowego lidera przynajmniej zmniejszyła rozmiary nadchodzącej klęski. Cztery dekady później do identycznych wniosków doszedł jego syn Justin Trudeau.