Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

8 lat rządów PiS. Spółki Skarbu Państwa – karuzela z konfiturami

Wicepremier w rządzie PiS Jacek Sasin, minister aktywów państwowych Wicepremier w rządzie PiS Jacek Sasin, minister aktywów państwowych Mateusz Słodkowski / Forum
Systemu kapitalizmu politycznego pozwalającego na czerpanie politykom z gospodarki tzw. renty politycznej nie wymyślił PiS, ale to PiS wprowadził go na poziom wcześniej trudny do wyobrażenia. A posada w zarządzie spółki za kilkadziesiąt (a czasem kilkaset) tysięcy złotych miesięcznie to konfitury, którym trudno się oprzeć.

W cyklu analiz „8 lat PiS” dziennikarze i publicyści „Polityki” opisują dwie kadencje rządów Prawa i Sprawiedliwości w najważniejszych obszarach życia publicznego. Spis wszystkich odcinków znajdziecie Państwo na końcu tego artykułu.

Gdyby ktoś miał wątpliwości, do czego w Polsce służą spółki Skarbu Państwa (SSP) i dlaczego PiS od ośmiu lat prowadzi konsekwentną renacjonalizację (zwaną repolonizacją) gospodarki, wykupując firmy prywatne i monopolizując kluczowe obszary, to wydarzenia miesięcy przedwyborczych dobrze mu to zobrazują. Oto w chwili, gdy ceny ropy na rynkach światowych idą w górę, a złoty słabnie, w Polsce ceny paliw spadają. Obniżono podatki? Rząd wprowadził kolejną tarczę antyinflacyjną? Nie, podatki się nie zmieniły, żadnej tarczy rząd nie wprowadził, a mimo to Orlen sprzedaje benzynę i olej napędowy od kilku miesięcy po coraz niższych, a dziś najniższych w UE cenach. Sprzedawanie ze stratą jest wbrew rynkowej logice, o czym szef Orlenu Daniel Obajtek przekonywał niejednokrotnie w przeszłości. Tym razem zapewnia, że wszystko jest OK.

Eksperci szacują, że kilkumiesięczna akcja promocyjna będzie kosztowała koncern 2 mld zł. Powód jest prosty: drogie paliwo przed wyborami psuje notowania partii rządzącej, wpływa też na poziom cen, nakręcając inflację. Więc jeśli SSP przejdą w tryb wyborczy i obniżą ceny, to prezes Narodowego Banku Polskiego może ogłosić, że pokonaliśmy inflację, tak jak zrobił to we wrześniu Adam Glapiński. Inflacja 8,2 proc. – tak mało nie było od dawna. Rada Polityki Pieniężnej, nie zważając na sztucznie obniżony poziom inflacji, obniżyła stopy procentowe, co przyniesie odłożony efekt inflacyjny, ale już po wyborach. Eksperci Polityki Insight obliczyli, że gdyby SSP (zwłaszcza Orlen i koncerny energetyczne) nie sprzedawały paliw i energii poniżej kosztów, to inflacja byłaby wciąż dwucyfrowa. Spółki słono za to zapłacą, ale będąc pod kontrolą polityków, muszą kierować się kryteriami politycznymi, a nie ekonomicznymi.

Czytaj także: Paliwo musi płynąć. Spokojnie, to tylko kryzys paliwowy. Trzy błędy Orlenu

Państwo boi się rynkowej konkurencji

Po wyborach straty sobie odbiją, bo państwo zapewnia im faktyczny rynkowy monopol. Nie muszą specjalnie przejmować się konkurencją. Z tego też powodu państwo unika obecności w branżach bardzo konkurencyjnych, gdzie rywalizowanie z prywatnymi, także zagranicznymi, firmami skazane jest na porażkę. Z tego względu nie stworzono zapowiadanej państwowej sieci handlowej, choć było kilka okazji repolonizacyjnych.

Państwo woli branże infrastrukturalne, bliskie monopolom naturalnym, bo tu nie ma obawy przed konkurencją. Żeby zacementować ten układ, wprowadzono instytucję spółek strategicznych, które muszą pozostać w ręku państwa. PiS od początku wyznaje doktrynę, wedle której własność państwowa jest najwyższą i najdoskonalszą formą własności. Z tego też powodu wyklucza jakąkolwiek prywatyzację czegokolwiek, próbuje odkupować spółki wcześniej sprywatyzowane (np. PKP Energetyka, Polskie Koleje Linowe). Jedyną rysą na tym obrazku są skutki fuzji Orlenu i Lotosu, które wymagały sprzedaży niektórych paliwowych spółek. W programie PiS zapisano, że nic prywatyzowane nie będzie. Wyjaśnienie, jak PiS rozumie prywatyzację, zawiera pytanie referendalne: „Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?”.

Czytaj także: Po co PiS-owi wielkie państwowe monopole?

Spółki Skarbu Państwa są esencją polskiej polityki, smarem, dzięki któremu wszystko się kręci. Do polityki idzie masa ludzi, których napędza wizja, że kiedyś trafią do rady nadzorczej czy zarządu którejś z państwowych spółek. Dzięki temu zapewnią dostatni byt sobie, swoim dzieciom, krewnym i znajomym. Oczywiście są i tacy, którzy poprzez polityczną aktywność chcą zmieniać świat, których motywuje ideologia albo szukają poczucia władzy i prestiżu. Ale kiedy przychodzi do wyboru – poselski mandat czy posada w zarządzie spółki za kilkadziesiąt (a czasem kilkaset) tysięcy złotych miesięcznie, mało kto się waha. To konfitury którym trudno się oprzeć.

Kapitalizm polityczny. Dostałeś posadę, to się odwdzięcz

Przykłady można mnożyć. Choćby Andrzej Jaworski, czołowy polityk PiS, który po wyborach 2015 r. zrzekł się mandatu, bo ciągnęło go do zarządu PZU, a potem PKO. Albo Wojciech Jasiński, przyjaciel prezes Kaczyńskiego i długo jego prawa ręka, były minister skarbu w rządzie Kaczyńskiego. Złożył mandat, by zostać prezesem Orlenu (dziś już jedynie zasiada w radzie nadzorczej). Maks Kraczkowski porzucił sejmowy fotel dla posady w zarządzie PKO BP. Media obserwujące to, co dzieje się w spółkach Skarbu Państwa, zidentyfikowały w nich blisko tysiąc osób bezpośrednio powiązanych z PiS oraz członków ich rodzin i ludzi z nimi związanych. „Można spokojnie powiedzieć, że w niektórych spółkach w tym okresie można było wybrać prezesa zarządu przez zatrzymanie dowolnego autobusu w Warszawie i losowanie z grona pasażerów kandydata na prezesa spółki. Wszyscy wypadliby tak samo. Szczególnie jeśli nowy prezes nie zdemolowałby średniego personelu zarządzającego w spółce, bo to on przecież prowadzi codzienny biznes” – komentował w czasach pierwszej kadencji PiS kompetencje politycznych nominatów znany ekonomista Piotr Kuczyński w książce „Ekonomia polityczna dobrej zmiany”.

Czytaj także: Życie usłane Lotosem. Sprawdzamy, ile ludzie bliscy Obajtkowi zarabiają w norweskiej spółce Orlenu

Systemu kapitalizmu politycznego pozwalającego na czerpanie politykom z gospodarki tzw. renty politycznej, nie wymyślił PiS, on funkcjonuje od trzech dekad. Tak było za czasów SLD, AWS, PO-PSL. Pojawiały się wprawdzie pomysły, jak sprofesjonalizować zarzadzanie spółkami, takie jak np. przedstawiła niegdyś Rada Gospodarcza przy premierze Tusku (której członkiem był Mateusz Morawiecki). Plan przewidywał merytoryczny i apolityczny casting na członków rad nadzorczych i prezesów, ale to nie miało prawa się udać. Zwłaszcza że wkrótce pojawił się PiS, który system kapitalizmu politycznego wprowadził na poziom wcześniej trudny do wyobrażenia.

Mariusz Janicki: Korupcja polityczna, czyli legalne przekupstwo

Widać to szczególnie dziś, gdy państwowe spółki zostały zaangażowane do bezpośredniego finansowania i organizowania kampanii wyborczej PiS i jej polityków. I nie chodzi tu tylko o TVP i media tzw. publiczne (też spółki Skarbu Państwa), które działają jako tuba propagandowa, od lat zapewniając nieustający przekaz treści redagowanych przez partyjnych ideologów i spin doktorów. Także inne spółki, niemedialne, finansują reklamami media sprzyjające władzy, publikują swoje reklamy utrzymane w poetyce kampanii wyborczej i takie ulotki rozsyłają do swoich klientów. Członkowie zarządów państwowych spółek – już jako osoby prywatne – bezpośrednio finansują kampanię wyborczą PiS. Na zasadzie: dostałeś posadę, to się odwdzięcz. Z tego źródła do kasy kampanii PiS wpłynęło już kilka milionów złotych. A to, że mało jest widocznych billboardów partii opozycyjnych, wynika też z prostego triku: nośniki reklamowe są porezerwowane przez państwowe spółki, a firmy reklamy zewnętrznej wolą dbać o stałych i dobrze płacących klientów. Przypadek? Nie sądzę.

Czytaj także: Ogromna kasa z państwowych spółek na kampanię PiS. Publikujemy listę wpłat

Wyjadanie do dna. Szturmem na spółki i stołki

Kiedy osiem lat temu PiS szedł po władzę, zapewniał, że skończy z nepotyzmem, kolesiostwem, niekompetencją. Do spółek trafią sami fachowcy, bo gospodarkę trzeba dźwigać z ruin. Spółek kontrolowanych przez państwo jest ok. 400. To głównie duże podmioty gospodarcze. Dlatego zapowiedziano likwidację Ministerstwa Skarbu Państwa, resortu odpowiedzialnego za nadzorowanie i wykonywanie uprawnień właścicielskich wobec SSP. Zamiast tego funkcje nadzorcze mieli przejąć resortowi ministrowie. Spółki energetyczne nadzorować miał minister energetyki (powołano dla niego nowy resort), Lasy Państwowe – minister środowiska, Krajową Spółkę Cukrową – minister rolnictwa, Polską Grupę Zbrojeniową – minister obrony, PKP – minister infrastruktury itd.

Czytaj także: Rodzina na swoim (czyli naszym). Sprawdzamy, jak PiS walczy z nepotyzmem

Nikt nie zwracał uwagi na zastrzeżenia prawników i ekspertów gospodarczych, że ta sama osoba nie może wykonywać obowiązków właścicielskich i regulacyjnych. To prowadzi do sytuacji, kiedy minister wydaje przepisy pod kątem interesów podlegających mu państwowych spółek, nie licząc się z interesem pozostałych firm, a często działając świadomie przeciw nim jako konkurencji. To tak, jakby kapitan drużyny piłkarskiej był jednocześnie sędzią i jeszcze w trakcie gry mógł zmieniać jej reguły.

Pierwszym nadzorcą konfitur został minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz. I to on zajął się pierwszą falą zmian kadrowych w SSP. W jego resorcie pojawił się nawet pomysł stworzenia z państwowych spółek jednego megakoncernu, roboczo zwanego Polskim Holdingiem Narodowym. Pomysł dobrze wpisywał się w sposób widzenia gospodarki przez prezesa Kaczyńskiego, ale był zbyt księżycowy, by go zrealizować. Dopiero wejście do gry Daniela Obajtka pozwoliło na częściowe zrealizowanie tej koncepcji poprzez przyłączenie do Orlenu Energi, Lotosu, dystrybutora prasy Ruchu, wydawnictwa prasowego Polska Press, a na koniec gazowego PGNiG. W kolejce na przejęcie czekają Azoty.

W 2016 r. działacze PiS ruszyli szturmem na spółki Skarbu Państwa. Głód był wielki, więc czyszczono je często do spodu, nie tylko usuwając zarządy, ale i osoby zajmujące niższe szczeble. Zaczęła się też walka między partyjnymi koteriami, bo podaż stanowisk była mniejsza niż popyt. Dlatego w wielu spółkach tworzono nowe etaty lub powoływano spółki córki, bo w każdej był zarząd i rada nadzorcza, czyli tak poszukiwane konfitury.

Czytaj także: Sasin i jego ludzie zarabiają i są wdzięczni. Bo drugiej szansy nie dostaną

Jarosław Kaczyński początkowo próbował nad tym zapanować, bo wiedział, że nic tak Polaków nie wkurza, jak wysokie zarobki ludzi władzy. Kaczyński wymusił na partii ustawę „skromność plus” (o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami), ale dużo nie wskórał. Milionowe zarobki skurczyły się niewiele i nie wszędzie. Kaczyński lubi zarządzać konfliktami, ale konflikty, kto kim obsadzi którą spółkę oraz ile będzie zarabiał, wymykały mu się spod kontroli.

Jednak ministerstwo skarbu bis, czyli resort Sasina

Pierwszym dużym wewnętrznym skandalem w obozie władzy okazały się działania kadrowe ministra Jackiewicza, któremu suflowała grupa kolegów, w tym były rzecznik PiS Adam Hofman. Skończyło się dymisją Jackiewicza i usuwaniem ze spółek „złotych chłopców PiS” oraz ich kolegów.

To przyspieszyło likwidację ministerstwa skarbu. Spółki rozdzielono między ministrów. Pomysł okazał się niewypałem, bo w gospodarce powstały udzielne księstwa poszczególnych ministrów, które toczyły miedzy sobą boje w zależności od tego, w jakich relacjach byli szefowie resortów. Często byli skonfliktowani, więc nakręcało to chaos. A ponieważ do akcji wszedł też beniaminek prezesa wicepremier Mateusz Morawiecki, a wkrótce powstał, dziś już zapomniany, plan jego imienia, czyli Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju, który wymagał udziału wielu spółek, przydzielono mu do nadzoru większą ich grupę. To nie podobało się sporej frakcji w PiS, która nie darzy Morawieckiego sympatią.

Do historii przeszła wojna o PZU, jaką stoczyli Morawiecki i Ziobro w 2017 r. Każdy z koalicjantów PiS miał zagwarantowane nie tylko określone stanowiska w rządzie, ale dostał też nadania w gospodarce, by wyżywić własnych działaczy. Solidarna Polska dostała PZU, ale była to spółka, która teoretycznie podlegała Morawieckiemu jako ministrowi finansów. Kiedy Kaczyński był w Londynie, Morawiecki wykorzystał okazję i doprowadził do zmiany rady nadzorczej PZU, która odwołała ówczesnego prezesa Michała Krupińskiego. Interweniował Ziobro, którego brat Witold był doradcą prezesa, a żona Patrycja kierowała marketingiem w spółce córce PZU Link4. Wobec nieobecności Kaczyńskiego premier Szydło wzięła sprawy w swoje ręce. Odebrała Morawieckiemu PZU i oddała je Ziobrze.

Czytaj także: Prezeska PZU i jej zastępcy wpłacili w październiku po 45 tys. zł na konto PiS

Takich walk o spółki na mniejszą i większą skalę była i jest cała masa. W niektórych (np. w Enerdze) w ciągu roku przez fotel prezesa potrafiło przewinąć się siedmiu prezesów. Karuzela kręciła się w takim tempie, że zamierało normalne zarządzanie. Nie podejmowano istotnych decyzji, bo zanim się prezes zorientował, do jakiej spółki trafił, już musiał ją opuszczać.

Czytaj także: Ogromna kasa z państwowych spółek na kampanię PiS. Publikujemy listę wpłat

W drugiej kadencji PiS doszedł do wniosku, że pomysł resortowego rozparcelowania SSP słabo się sprawdza, więc postanowiono wrócić do starego modelu. Wskrzeszono Ministerstwo Skarbu Państwa, które musiało jednak zyskać nową nazwę, by nie przyznawać się do porażki. Tak narodziło się Ministerstwo Aktywów Państwowych z wicepremierem Jackiem Sasinem jako ministrem. Jednocześnie zlikwidowano stworzone wcześniej Ministerstwo Energii, bo to, co w spółkach energetycznych robił minister Krzysztof Tchórzewski, przestraszyło nawet polityków PiS. Symbolem tego była elektrownia w Ostrołęce, wymuszona wbrew wszystkim racjonalnym argumentom przez ministra na spółce Energa. Rozpoczętą budowę przerwano, a co zbudowano, trzeba było zburzyć. To szczególny przykład przenikania się polityki i gospodarki w SSP i dowód, do jak patologicznych prowadzi to rezultatów.

Koniec „koryta plus” przeraża

Perspektywa końca władzy PiS nie na żarty przestraszyła partyjnych nominatów w państwowych spółkach. Wiedzą, że zmiana rządu oznaczała będzie konieczność pożegnania się z wysokopłatnymi stanowiskami. Trzeba będzie szukać pracy na rynku, bo tylko niektórzy mają szanse wylądować na jakimś stanowisku samorządowym, gdzie rządzi PiS. Jak kiedyś Jacek Sasin w Wołominie. Potem, by się odwdzięczyć, pociągnął za sobą wiele osób z Wołomina do państwowych spółek. Lęk przed utratą stanowisk skłonił w ubiegłym roku polityków PiS do budowy szalupy ratunkowej. Tak narodził się projekt rady do spraw bezpieczeństwa strategicznego. Przygotowano ustawę przewidującą, że powołani przez PiS prezesi, zarządy i rady nadzorcze największych państwowych spółek byliby w praktyce nieodwoływalni. Projekt zyskał złośliwą nazwę „koryto plus” i wywołał falę oburzenia i kontrowersji nawet w PiS. Dlatego partia uznała, że lepiej go wycofać.

Ten lęk dotyczy nie tylko utraty dobrze płatnych stanowisk, ale ewentualnej odpowiedzialności za decyzje podejmowane w spółkach przez partyjne zarządy i rady nadzorcze. Wiele spółek zaliczanych do SSP to jednocześnie spółki giełdowe podlegające szczególnym rygorom. Współwłaścicielami są mniejszościowi akcjonariusze, a działanie na ich szkodę jest przestępstwem. Tymczasem wiele decyzji zapadających w SSP, zwłaszcza tych motywowanych politycznie, jest działaniem na szkodę samych spółek. A to może partyjnych prezesów zaprowadzić kiedyś na ławę oskarżonych. Zwłaszcza że Donald Tusk groźnie ostrzega, że „rozliczymy wszystkie łajdactwa”. I zapowiada, że pierwszy w kolejności będzie prezes Orlenu Daniel Obajtek.

Tylko u nas: 105 radnych wojewódzkich PiS zarabia na „dobrej zmianie”. Oto kompletna lista

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Fotoreportaże

Richard Serra: mistrz wielkiego formatu. Przegląd kultowych rzeźb

Richard Serra zmarł 26 marca. Świat stracił jednego z najważniejszych twórców rzeźby. Imponujące realizacje w przestrzeni publicznej jednak pozostaną.

Aleksander Świeszewski
13.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną