Nie gardź wyborcami. Czego Demokraci mogą się nauczyć z polskiej polityki. Cztery lekcje
Stwierdzenie, że to wina wyborców, jest bardzo kuszące. W ostatnich dniach padło zresztą wielokrotnie, zwłaszcza w liberalnych mediach. Magazyn „The Atlantic”, który najwcześniej zaczął ostrzegać przed drugą kadencją Donalda Trumpa i skutkami takiego scenariusza, nie przebiera w słowach. Tom Nichols, znakomity ekspert zajmujący się Rosją i transformacjami demokratycznymi, wykładowca Harvardu, pisze, że „Trump dał wyborcom to, czego chcieli”. Gal Beckerman o triumfie kandydata Republikanów pisze, że „pojawił się taki ojciec, jakiego Amerykanie pragnęli dla siebie najbardziej”. Jeszcze mocniej brzmią słowa George’a T. Conwaya III: „Amerykanie sami to sobie zrobili”.
W redakcjach wschodniego wybrzeża, od działu opinii „New York Timesa”, przez felieton Davida Remnicka, redaktora naczelnego „New Yorkera”, po łamy „Boston Globe” i „Washington Post”, przelewa się ta sama, choć nie zawsze wypowiedziana wprost konkluzja: drodzy Amerykanie, macie to, na co zasługujecie.