1063. dzień wojny. Ile papież ma dywizji, czyli dlaczego Rosja wiąże z Trumpem wielkie nadzieje
Ukraińskie drony skutecznie zaatakowały Smoleński Zakład Lotniczy SA (AO, akcjonarnoje obszczestwo). Działał od 1926 r., ale nigdy w zasadzie nie produkował samolotów, nie licząc dwóch typów maszyn sportowych. Od początku remontował samoloty i najwyżej wytwarzał komponenty dla innych wytwórni. Na przykład skrzydła do Jak-40, także tych używanych w Polsce. Dlaczego więc oberwał zakład, wydawałoby się, niskiej wartości? Dlatego, że prowadził naprawy i modernizacje całkiem przydatnych maszyn szturmowych Su-25. Jednomiejscowe płatowce produkowano do 1991 r. w Tbilisi, a potem rozpadł się ZSRR i gruziński zakład po prostu przestał istnieć. Dalsza eksploatacja Su-25 „wisi” teraz na smoleńskiej fabryce.
Kolejne drony trafiły w wieżę telewizyjną, odcinając sporą część ludności od sygnału. Nie będzie Sołowiowa z jego „wspaniałym” programem.
Co ważniejsze jednak, drony zaatakowały zakład lotniczy w Kazaniu. To tu powstawały bombowce strategiczne Tu-160 i to tu się je remontuje. Miała być co prawda wznawiana produkcja Tu-160M, ale jakoś nie bardzo to idzie.