Pieniądze spadają z nieba
Kilkaset euro za opóźniony lot. Linie robią, co mogą, żeby ich nie płacić. Ale można z nimi wygrać
5 sierpnia 2024
10 minut czytania
Na mocno spóźnionym locie tracimy wprawdzie czas, ale możemy zarobić nawet 600 euro, należy nam się bowiem odszkodowanie. Niełatwo je wyegzekwować. I tu pojawiają się, często już w hali przylotów, kancelarie odszkodowawcze.
Kiedy samolot, w którym leciał Piotr Serafin, fotografik, z ogromnym opóźnieniem wystartował wreszcie z Lizbony, wiadomo było, że nie wyląduje o czasie także w Warszawie. Tym bardziej świetnie zdawał sobie z tego sprawę kapitan, ale nikt z załogi Wizz Air nie poinformował pasażerów, że przy opóźnieniu większym niż trzy godziny należy im się odszkodowanie. Drugi warunek wypłaty – dystans musi być większy niż tysiąc kilometrów – też przecież był spełniony. Pasażerowie nie sprawiali wrażenia, że są tego świadomi, przewoźnikowi najwyraźniej zależało na tym, żeby ich pozostawić w niewiedzy. Piotr się lekko wkurzył i postanowił, że odszkodowania nie daruje, w końcu to 250 euro.
Polityka
32.2024
(3475) z dnia 30.07.2024;
Rynek;
s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Pieniądze spadają z nieba"