Polskie siatkarki urosły, choć medalu w Paryżu nie będzie. Teraz czas na siatkarzy
Na ćwierćfinale zakończyły siatkarki występy w Paryżu. Przegrały z USA 0:3 (22:25, 14:25, 20:25). Tylko w trzecim secie postawiły się broniącym tytułu Amerykankom. Jak ocenić ten występ?
Kadra Lavariniego. Urosła, cieszmy się
Przed igrzyskami nasza drużyna wygrywała ze Stanami Zjednoczonymi, ale mistrzynie z Tokio pokazały, że drzemią w nich olbrzymie olimpijskie możliwości. Ta porażka to nie wstyd, chociaż szkoda, że przez większość czasu Polki sprawiały wrażenie zagubionych. Perspektywa walki o medale być może je przytłoczyła. Po meczu dowiedzieliśmy się, że grę w kadrze kończy kapitalna rozgrywająca Joanna Wołosz.
Szkoda przegranej, z drugiej strony jedna czwarta finału to osiągnięcie. Przecież nasze siatkarki pojechały na turniej olimpijski pierwszy raz od 16 lat. Wtedy, w Pekinie, grały tak wybitne zawodniczki jak Katarzyna Skowrońska czy Małgorzata Glinka. Potem kobieca siatkówka przez lata nie mogła wyjść z cienia męskiej reprezentacji, bez końca wspominaliśmy tytuły „Złotek”. A w pewnym momencie więcej się mówiło o złej atmosferze, buntach w kadrze niż samych występach.