Złota nie będzie. Iga Świątek przegrała olimpijski półfinał w Paryżu
Nie będzie mistrzostwa olimpijskiego Igi Świątek. W półfinale przegrała zasłużenie z Zheng Qinwen 0:2 (2:6 i 5:7).
Iga Świątek przegrywa olimpijski półfinał w Paryżu
Chinka rozstawiona jako szósta w zestawieniu WTA w Paryżu jest o jedno miejsce niżej. Ma 21 lat i już dużo sukcesów na koncie, w tym finał Australian Open. Jest uznawana nie bez powodu za największą nadzieję chińskiego tenisa. Nadzieję spełniającą się, bo teraz może wyjechać z olimpiady z wielkim zwycięstwem.
Zheng Qinwen wyszła na kort Philippe’a Chatriera z silnym postanowieniem przerwania serii sześciu porażek z najlepszą tenisistką świata. Przełamała podanie Polki już w trzecim gemie, by po chwili oddać swoje „na sucho”. W następnym znowu Polka oddała gema. 2:3 i zrobiło się nerwowo – z czasem coraz bardziej. Przykro to pisać, ale Polka miała niewiele do powiedzenia do końca seta. 2:6 w pierwszej partii nie jest przypadkiem. Były błędy (16 niewymuszonych), ale także chyba mało elastyczna taktyka. Zapachniało sensacją.
Po zwyczajowej wizycie w szatni Iga stanęła na końcowej linii kortu odmieniona. Była lepsza, gdy sama zaczynała grę, i tak samo, gdy returnowała serwis przeciwniczki. Do stanu 4:0 wszystko szło jak po maśle z punktu widzenia podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego. Zheng wyglądała, jakby opadła nieco z sił. Przecież za nią były trudne ponadtrzygodzinne pojedynki. I wtedy być może lekko zdekoncentrowana Polka znów oddała swoje podanie. Za chwilę, po następnych gemach, było już 4:4. Ósmy gem był niesłychanie zacięty. Dwie szanse na przełamanie i powrót do przewagi miała Polka. Ale świetnie serwująca Chinka znowu okazała się lepsza. Po chwili Świątek jeszcze raz wyszła na prowadzenie (było 5:4, ale bez przewagi przełamania). I to był łabędzi śpiew Igi.
Kolejne gemy zapisywaliśmy na koncie Chinki, która nie dość, że lepiej serwowała, to jeszcze w kluczowych momentach sięgała po skróty, których Polka nie używa.
Iga Świątek w Paryżu. Czy uda się zdobyć brąz?
Do półfinału tenisowego singla na olimpiadzie Iga Świątek konsekwentnie zmierzała do celu. A było nim wiadomo co. Musiała się mierzyć nie tylko z presją olbrzymich oczekiwań, ale także z frustracją rywalek. Tak było w przypadku Danielle Collins, która w ćwierćfinale potrafiła błyszczeć, ale na dłużej zapamiętamy jej niewybredne uwagi po meczu. Ciekawe, czy miało to wpływ na przebieg przegranego półfinału.
To nie jest turniej jak każdy inny. Polska liderka rankingu WTA nigdy nie ukrywała, że olimpijskie mistrzostwo jest dla niej bardzo ważne. Może nawet bardziej niż zwycięstwo wielkoszlemowe. Pamiętamy, jak przeżywała porażkę przed trzema laty w Tokio. Wiele lat temu w Seulu jej ojcu Tomaszowi Świątkowi też nie udało się stanąć na podium. Córka bardzo chce, żeby nazwisko Świątek widniało w historii olimpijskiej. I wciąż jest to całkiem prawdopodobne. W odróżnieniu od zawodów w tourze WTA rozgrywany jest przecież mecz o trzecie miejsce, czyli brązowy medal.
Pytanie, czy Polka jest w stanie się zmobilizować po dzisiejszej, tak bolesnej przecież porażce.