Rumunia: pierwsza tura wyborów prezydenckich unieważniona, druga odwołana. I co teraz?
„Dzieje Rumunów. Łacińska enklawa na pograniczu kultur”. Nasz najnowszy „Pomocnik Historyczny” dostępny jest w sklepie „Polityki” albo w ramach subskrypcji Polityka.pl (pakiet premium i uniwersum).
O możliwości unieważnienia pierwszej tury wyborów spekulowano od kilku dni, choć ostateczne powody podjęcia przez rumuński Trybunał Konstytucyjny (CCR) tej decyzji były inne od przewidywanych. Piątkowy wyrok opiera się na odtajnionych dokumentach wywiadowczych, z których jasno wynika, że kampania nie przebiegała w sposób uczciwy, równy i jawny. A dokładniej – że po stronie Călina Georgescu zaangażowani byli rosyjscy propagandyści, szerzący dezinformację głównie na TikToku.
Pierwsze analizy, m.in. na łamach „Politico Europe” i dziennika „The Guardian”, wskazują, że podobne metody Rosjanie stosowali wcześniej w Mołdawii i w ukraińskim życiu publicznym od wybuchu wojny w lutym 2022 r.
Zwycięstwo gwiazdy TikToka
Dokumenty zebrane przez rumuński wywiad cywilny i wojskowy oraz urzędników MSW otrzymał odchodzący prezydent Klaus Iohannis już 28 listopada, zaledwie cztery dni po głosowaniu. Iohannis, chadek szanowany w Unii Europejskiej, zdecydował się je odtajnić – są dostępne na stronie jego kancelarii. Wynika z nich, że przed pierwszą wyborczą rundą służby bezpieczeństwa namierzyły działalność obcych agentów wpływu. Nie ma jeszcze szczegółowych danych na temat kwot wydanych na propagandę, liczby fałszywych kont czy odbiorców, którym przedstawiono tego rodzaju treści, ale rumuńskie służby nie mają wątpliwości, że celem internetowej ofensywy było zwiększenie szans Georgescu.
Nawet ci eksperci, którzy obawiali się triumfu skrajnej prawicy, typowali inny wynik. Faworytem radykałów był 38-letni George Simion, lider i założyciel Sojuszu na rzecz Jedności Rumunów. To jego wskazywano jako najbardziej prawdopodobnego rywala dla kandydata progresywnego w drugiej turze. Ostatecznie zajął czwarte miejsce, co nawet środowiska mu bliskie uznały za porażkę.
Tymczasem Georgescu prawie z dnia na dzień został gwiazdą TikToka. Spore poparcie uzyskał w co najmniej dwóch grupach, które tradycyjnie nie głosowały na antyeuropejską prawicę: wśród najmłodszych wyborców i w liczącej ponad 2 mln osób diasporze. Zwłaszcza ta druga część elektoratu była do tej pory nadzieją proeuropejskich formacji, głównie z powodu szybkiej liberalizacji światopoglądowej. Iwan Krastew i Stephen Holmes, autorzy książki „Światło, które zgasło”, jednej z najważniejszych analiz środkowoeuropejskiego populizmu z ostatnich lat, zauważyli nawet, że właśnie młodzi Rumuni mieszkający za granicą przepchnęli Iohannisa przez metę poprzednich wyborów w listopadzie 2019 r. Ze skrajnej prawicy zaczęły nawet płynąć żądania odebrania czynnego prawa wyborczego osobom, które nie mieszkają w kraju.
Czytaj też: Wielki skandal w sercu Europy. Politycy na pasku Rosjan, tropy prowadzą też do Polski
62-letni Călin Georgescu
Gruntowną i szczegółową analizę kampanii przygotowała „Columbia Journalism Review”, jedna z najważniejszych branżowych publikacji w świecie dziennikarstwa i medioznawstwa. Zdaniem jej autora Jona Allsopa to były pierwsze wybory w historii, gdy media społecznościowe i kampania w sieci okazała się zdecydowanie skuteczniejsza i ważniejsza niż tradycyjne kanały komunikacyjne. Georgescu nie wystąpił w żadnej debacie telewizyjnej, nie miał reklam w stacjach ani wielkich billboardów. Był do tego stopnia anonimowy, że zagraniczne media, nawet agencje informacyjne, jak Associated Press czy Reuters, nie wymieniły jego nazwiska ani razu przed 24 listopada.
W internecie Georgescu szalał. Allsop wskazuje, że estetyka jego filmów i postów bardzo przypomina styl Andrew Tate’a, kontrowersyjnego brytyjskiego kickboxera i influencera z tzw. manosfery, obszaru zdominowanego głównie przez młodych mężczyzn. Tate jest postacią nieprzypadkową; właśnie rumuńskie służby zatrzymały go razem z bratem Tristanem pod zarzutem gwałtu, przemytu ludzi i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Niecałe dwa lata później rumuński sąd podjął decyzję o ekstradycji Tate’a do Wielkiej Brytanii, ale w tym czasie zyskał on sporą popularność także wśród miejscowej publiczności. Tym tropem podążał Georgescu albo ci, którzy tworzyli jego kampanię w internecie.
Sporo było tu treści typowych dla antysystemowego populizmu i rosyjskiej propagandy. Kandydat nagrał m.in. wideo, umieszczone na YouTubie, w którym bierze lodowate kąpiele zwalczające rzekomo wszelkie choroby. Podpis: „jedyną prawdziwą nauką jest Jezus Chrystus”. Mimo 62 lat na TikToku robił wszystko, by zbudować wizerunek sprawnego, silnego mężczyzny zdolnego rozwiązać wszystkie problemy Rumunów. Jeździł konno w tradycyjnym stroju ludowym, uprawiał judo i zapasy, wspinał się po Karpatach. Wszystko, by przekonać Rumunów, że nie potrzebują rządu, partii, aparatu państwowego, by żyło im się lepiej – wystarczy Georgescu.
Czytaj też: Czy skrajna prawica przemebluje nam Europę? To się może nie udać
Rumunia przed wyborami
Zaplanowana na niedzielę druga tura wyborów została odwołana. Nie ma jeszcze informacji na temat ewentualnych nowych terminów głosowania. Niewykluczone, że ponowiona pierwsza tura odbędzie się 15 grudnia, a jeśli nie wyłoni zwycięzcy, dogrywka zostanie zorganizowana 29 grudnia.
Taki scenariusz podano do wiadomości publicznej, kiedy spekulacje o anulowaniu pierwszej tury pojawiły się po raz pierwszy. Wtedy dotyczyły skargi wniesionej przez Cristiana Ternesa, który zdobył ok. 1 proc. głosów i zarzucał centrystce Elenie Lasconi (miała zmierzyć się z Georgescu w drugiej turze), że prowadziła agitację, choć zgodnie z rumuńskim kodeksem wyborczym nie mogła już tego robić.