Taki uprzejmy iluzjonista. David Copperfield pojawia się i znika w kontekście #MeToo
Książę Andrzej, Bill Clinton, Donald Trump, Naomi Campbell, Kevin Spacey – to tylko niektóre głośne nazwiska, które wymieniano w kontekście afery Jeffreya Epsteina. Były amerykański bankier inwestycyjny, nazywany „kredytodawcą gwiazd”, popełnił samobójstwo w nowojorskim areszcie 10 sierpnia 2019 r. Groził mu bardzo długi wyrok, bo został aresztowany pod zarzutem sutenerstwa i przewożenia nieletnich przez granicę stanową w celach seksualnych – w USA to przestępstwo federalne. Co więcej, dopuścił się tych czynów na terenie dwóch stanów, Nowego Jorku i Florydy. Choć koroner stwierdził, że przyczyną jego śmierci było samobójstwo przez powieszenie, opinia publiczna odrzuciła tę interpretację. Sprawa stała się żyzną glebą dla teorii spiskowych, najczęściej sugerujących, że został zamordowany, by nie wyjawić sekretów najbardziej wpływowych ludzi na świecie.
David Copperfield na drugim planie
W tłumie gwiazd wymienianych w tej sprawie łatwo było przeoczyć Davida Copperfielda, magika i showmana o globalnej sławie. Po raz pierwszy jego nazwisko padło w sądzie w 2010 r., w czasie przesłuchania Sarah Kellen, pracującej dla Epsteina i jego partnerki Ghislaine Maxwell, też oskarżonej o sutenerstwo. Prokurator dopytywał ją m.in. o związki Epsteina z Copperfieldem. Kellen uchylała się od odpowiedzi, powołując się na piątą poprawkę do konstytucji.